Ludynia

Na stronie Gminy Krasocin czytamy:

….Zgodnie z zapowiedzią Towarzystwa Historycznego w Krasocinie, 29 V br. Odbyła się w Ludyni  konferencja popularno-naukowa pt. Na Dworze w Ludyni. Licznie zgromadzeni mieszkańcy oraz przyjezdni goście mieli okazję wysłuchać materiałów w większości dotyczących naszej gminy, jej zabytków i przeszłości.

 Spotkanie otworzył wójt Gminy Krasocin Ireneusz Gliściński, który w krótkim przemówieniu zwrócił uwagę na potrzebę organizowania takich spotkań, poprzez które promujemy swoją miejscowość, dziedzictwo kulturowe w szerokim tego słowa znaczeniu, zwracamy uwagę na zabytki  i poszerzamy wiedzę o swej  przeszłości, której podstawy winien znać każdy mieszkaniec naszej Małej Ojczyzny. Następnie została odprawiona Msza św. za żołnierzy różnych armii i wyznań pochowanych na miejscowym cmentarzu, których na wieczność połączyło wspólne miejsce pochówku. Do tematyki spotkania bardzo trafnie nawiązał w swej homilii ksiądz Jerzy Korona, przedstawiając historię rozwoju parafii Kozłów na przestrzeni wieków.

Kolejnym punktem było omówienie celów i założeń programu Na Włoszczowskich Drogach Historii które przedstawił Grzegorz Dąbrowski z Towarzystwa Historycznego w Krasocinie. W swym przemówieniu odniósł się do ciekawej i bogatej przeszłości naszej gminy, która mimo lokalnego znaczenia może kształtować tożsamość społeczną i poczucie więzi regionalnej.  Odniósł się również  do kwestii ochrony i opieki nad zabytkami w naszej gminie, również zieleni która jako część krajobrazu kulturowego jest prawnie chroniona, a dla której w wielu przypadkach brak jest zrozumienia. Na koniec podkreślił potrzebę propagowania zagadnień ochrony zabytków gdyż jak stwierdził, niewiedza, brak świadomości, wrażliwości, szacunku dla zabytków (ale również i dla prawa) powodują czasami nieodwracalne konsekwencje prowadzące do poważnego zubożenia naszego środowiska kulturowego (Kilka takich przypadków, bezmyślnego obchodzenia się obiektami które mają dla naszej społeczności wartość historyczną możemy dziś zaobserwować na terenie naszej gminy i powiatu*).

Pan Stanisław Gierzyński, gospodarz ludyńskiego dworu opowiedział o swym Domu ostatnim.  Barwnie i ciekawie z akcentami humorystycznymi starał się nakreślić i wytłumaczyć wyjątkowość  tego miejsca, choć z tym nie było raczej problemu każdy chyba wychodził z stamtąd oczarowany tym co zobaczył.

                Druga część wydarzenia odbyła się w remizie OSP. Dariusz Kalina z Narodowego Instytutu Dziedzictwa szeroko i emocjonalnie omówił  dzieje Kozłowa i Ludyni, wyciągając na światło dzienne wiele interesujących faktów, często nie znanych lub zapomnianych. Zabrał nas na wycieczkę po świecie, która poprzez doniosłe wydarzenia i znane osoby związane z tym miejscem zaczęła się i skończyła właśnie w Ludyni. To tutaj największy bohater narodowy Stanów Zjednoczonych, Tadeusz Kościuszko, przyjaciel Jeffersona i Waszyngtona – pierwszych prezydentów USA, odpoczywał po bitwie pod Szczekocinami. Intrygującą okazała się teza Pana Dariusza, według którego na miejscu obecnego dworu stał niegdyś obiekt obronny na co wskazywałyby fundamenty od strony wschodniej o grubości 3 metrów. Ciekawych informacji było znacznie więcej, lecz czas biegł nieubłaganie. Kolejnym mówcą był Robert Paliga z Częstochowy, wiceprezes stowarzyszenia Szlak Braci Polskich w swej krótkiej wypowiedzi zarysował jedynie działalność Arian oraz przedstawił projekt wytyczenia ogólnopolskiego szlaku tematycznego Szlak Braci Polskich, który przechodził będzie również przez teren powiatu włoszczowskiego.

Ostatnim prelegentem był Roman Mirowski omawiający drewniane budownictwo sakralne w powiecie włoszczowskim. Pan Roman jest znany z ciekawych i barwnych gawęd o architekturze, podczas których można się przekonać że ta tematyka, wcale niełatwa, nie musi być nudna, a staje się raczej pasjonującą opowieścią zabierająca słuchacza w dawne wieki.

W całe przedsięwzięcie było zaangażowanych wiele osób, bez których powyższe wydarzenie nie mogło by dojść do skutku lub byłoby nam po prostu zdecydowanie trudniej osiągnąć zamierzony cel. Na pierwszym miejscu należy wymienić wójta Ireneusza Gliscińskiego, starostę włoszczowskiego Zbigniewa Matyśkiewicza i gospodarza Dworu Stanisława Gieżyńskiego.  Dużą pomoc okazali nam mieszkańcy Ludyni, Marian Sosnowski, Robert i Piotr Cabajowie, Komendant OSP w Ostrowie i Sołtys tejże miejscowości Pani Lidia Machnik, również Koło Gospodyń Wiejskich w Krasocinie. Osobne podziękowania składamy firmie Baza Alternatyw z Bukowy za darmowe nagłośnienie imprezy.

 

Nie umiem się oprzeć, aby nie przywołać opisu niezwykłego dla dziejów ziemi kieleckiej człowieka- Michała Rawity-Witanowskiego, autora opracowania Dawny powiat chęciński..., oto i on:

„Dobra oleszyńskie posagowe Zofii Olesznickiej

Ród Szafrańców wspólnego pochodzenia z Tęczyńskimi, wzmógł się w znaczenie, jak widzieliśmy wyżej, na przełomie XIV i XV wieku. Do rozległych dóbr secemińskich, przybyły z czasem jako posagowe, większe jeszcze posiadłości olesznyńskie. Gdy bowiem Piotr Szafraniec, późniejszy kasztelan wieluński, dziedzic na Seceminie, poślubił Zofię z możnego rodu Oleśnickich h. Dębno, wniosła mu ona jako wiano Oleśno vel Oleszno wraz z parafialną wsią Chotowem i folwarkami: Lasocinem, Świdnem, Wolą Olesznowską vel Oleszyńską, Rogienicami i Ogarką – leżącymi w powiecie chęcińskim. Na dobrach tych zabezpieczył on w r. 1442, matce swej Małgorzacie oprawę wdowią, zapisawszy takową w księgi grodu chęcińskiego. Prawa swe Małgorzata [czy jak chce inna zapiska sądowa - Konstancja] cedowała w r. 1464 na Jakuba z Przedorza i Jana – synów kasztelana Koniecpolskiego, zastrzegając, że nie dotyczy to jej praw do Secemina, Starego Secemina, Bichowa, Wzleczy i Zabinowa[1].

Gdy Zofia również owdowiała około r. 1508, jeszcze w r. 1540 występuje w aktach urzędowych, jako właścicielka tych dóbr olesznyńskich, posagowych[2].

Ona to, zagorzała kalwinka, zdaje się że jest autorką pieśni ułożonej po polsku w duchu reformatorskim, pt. „Pieśń nowa a w niej dziękowanie Panu, że maluczkim i prostakom raczył objawić tajemnice królestwa swego”. Wiersz ten należy do osobliwości  nie tylko pod względem użytego w nim języka, lecz, że autorką jest kobieta.

O Piotrze Szafrańcu, mężu Zofii lub którymś z braci takie na miejscu zasłyszeliśmy podanie.- Pomiędzy Olesznem i Włoszczową, wpośród niedostępnych mokradeł pokrytych niegdyś lasem, widać dotąd nasyp ziemny, starożytne grodzisko. Miał tu stać zamek, łączący się podziemnym lochem z jednej strony z miasteczkiem Seceminem, z drugiej zaś mający wyjście na Bąkowej Górze. Ukrywał się w nim dziedzic Secemina sławny Szafraniec, który porzuciwszy szlachetne zajęcie, nie pomny na dobre imię a chciwy bogactwa, dobrał sobie za towarzysza opryszka Bąka i z nim czyniąc nocne wycieczki, grabili kupców po drogach a łupy składali w tych podziemiach. Cała okolica była wciąż pod wrażeniem strachu, bo żaden z rycerzy, ani nawet sam król z wojskiem, nie mogli dać rady Szafrańcowi; trwogą zabobonną napełniało każdego samo imię utrapieńca, który duszę swą diabłu zaprzedał. Dotąd w noc ciemną na bagnach otaczających kopiec, widzieć można błędne ogniki. Lud na ten widok ucieka, a żegnając się szeptać pacierze za pomordowanych, bo światełka te, to dusze pokutujące zmarłych nagle bez sakramentów świętych[3].

Że podanie to osnute jest na prawdziwych zdarzeniach nie ulega wątpliwości. Wszak wiadomo jakim zuchwalstwem, burzliwością temperamentu, odznaczali się członkowie tego rodu, którego herb nawet zyskał przezwisko „Zaprzańce” z powodu jakiegoś dramatu rodzinnego. Zresztą, że w przytoczonym podaniu ludowym, kryje się prawda dziejowa, dziś dość zajrzeć do współczesnych akt sądowych i kronik Długosza.

„Był pod te czasy, opowiada dziejopis, podkomorzym krakowskim Piotr Szafraniec, jeden z panów koronnych, z powodu swoich knowań chytrych w wielkiej u króla Kazimierza Jagiellończyka niełasce. Człek ladaco, jakich mało, złodziejów i rozbójników wspólnik i obrońca, szczwany motan i podstępca, kłamstwy barwionemi umiejący własnych, najzaufańszych przyjaciół podchodzić, a stumanionych łotrowsko zaprzedawać; śmiały przysiężnik, pyszny przy tym i układny”. Uzasadniając takie o nim zdanie, pisze dalej kronikarz: „A gdy uszło temuż Piotrowi Szafrańcowi bezkarnie, o którym powszechnie wieść niosła i widoczne mówiły poszlaki, że Wierzynkowi, rajcy krakowskiemu pod Seceminem 5000 czerw. zł zabrał, głuchy na wyrzuty własnego sumienia i głośno oskarżające go wieści, tem bardziej jeszcze uzuchwalił się i nie tylko już na prywatnym, obywateli i ziomków, których mocą chwytając wywoził do Szląska i Moraw, i za niecne myta sprzedawał, ale nawet na samego króla Kazimierza zdradzieckie czynił zamachy, wynajdował środki, jakby kogo mógł złupić, obrać ze wszystkiego lub zabić”[4].

W takim to otoczeniu, wśród takich wychowani przykładów – synowie podkomorzego: Krzysztof i Stanisław – podobnych dopuszczali się czynów – niepohamowanej niczym swawoli. I znów jak za ich ojca, odżyła tradycja groźnych napadów i rabunków w tej okolicy, dokonywanych wspólnie przez braci. Kronika Miechowity podaje szczegóły tych rozbojów, nazwiska kupców krakowskich przez nich zrabowanych i zabitych. Głos powszechny obwinił o to głównie Krzysztofa, który przewidując znać następstwa, już w r. 1480 opiekunem żony swej Zofii i jedynej córki Heleny naznaczył brata Stanisława. Wkrótce potem wywołany z kraju, gdy jako banita tułać się musiał, złapany i w wieży zamku krakowskiego zamknięty, wreszcie z rozkazu króla po św. Michale 1482 r. podczas jarmarku w Krakowie ręką kata ścięty i w kościele bernardynów pochowany został. Nie dosyć na tym. We dwa lata później wytoczono sprawę przeciwko wspólnikowi winy – Stanisławowi oraz matce ich, iż wywołanego z królestwa w Seceminie i innych dobrach swoich ukrywali. Równocześnie obwiniając o toż samo i Jana Spytka Turskiego z Woli Bąkowej, z którego tradycja ludowa zrobiła owego opryszka Bąka z Bąkowej Góry[5]. – Zaiste były to czasy niezwykłych ludzi, zasobnych w cnoty nie ziemskie lecz i niepospolite wady”.

Wieś Chotów nad rzeką Chotówką, do której kościoła parafialnego należało pierwotnie Oleszno, jest to stare gniazdo szlachty Chotowskich, którzy tu siedzą tu jeszcze, choć na połowie dziedzictwa, na początku XVI wieku[6]. Większą część tej majętności w r. 1508 posiada wdowa po swym Piotrze Szafrańcu, w r. 1540 zaś syn tegoż, zapewne Stanisław[7]. Że był tu kościół parafialny już w pierwszych latach XV wieku, początkiem swym sięgający zapewne XIV stulecia, upewnia nas dokument zachowany w aktach konsystorza gnieźnieńskiego. Występujący w nim 3 III 1415 r. pleban z Chotowa imieniem Sulko, w sprawie o dziesięciny z Marcina i Adama dziedziców Pniew [?], powołuje się na dawne swego kościoła prawa. Arcybiskup Łaski odbywając tu w 1521 r. wizytę kanoniczną zastał kościół tutejszy pod wezw. św. Stanisława i Bartłomieja drewniany[8], tak od starości zniszczony, że restaurować się pewno nie dał[9]. Istniał on jeszcze jako parafialny w r. 1540, później zanikają o nim wzmianki, upaść więc musiał, a gdy w pobliskim Olesznie zbudowano kościół, tam przeniesiono nabożeństwo parafialne[10].

Z parafią chotowską graniczyła wieś Januszowice nad rzeką Czarną, stare gniazdo Januszowskich h. Rola. Z tych Jan Pakosz z Januszowic wybudował tu w r. 1314 kościół wspomniany też w r. 1415, gdy pleban tutejszy występuje w pewnej sprawie przed aktami metropolitalnymi. Już na początku XVI wieku, kiedy kościoły archidiecezji wizytował, był w Januszowicach kościół kamienny, stary [recto], pod wezw. św. Wawrzyńca, a prawo prezenty należało do dziedziców tej wsi i konwentu. W skład parafii oprócz wspomnianych wiosek wchodziły i  Rzewuszyce[11]. Skasowana ostatecznie pod koniec XVII wieku, włączona została do parafii pobliskiej w Kluczewsku (a świadczy o niej) stojąca dotąd kapliczka murowana na miejscu jego istnienia.

Kluczewsko, do którego wcieloną została parafia chotowska, było dziedzictwem rodu Okszyców – Chocimowskich, którzy już w od XV wieku, z ojca na syna  – trzymali w zastawie starostwo przedborskie. Pierwszym znanym nam z imienia posiadaczem Kluczewska, był Andrzej Chocimowski, podstoli sieradzki [urząd ten stracił w 1521 r.], który żonie swej na dobrach tych zapisał „dotalicium.” Synowie tegoż: Jan, Marcin i Stanisław, występują w księgach poborowych chęcińskich w 1540 r., jako posiadacze wsi Kluczewska, Brześcia, Pilczycy [Jaraszowej]. Byli natenczas w Kluczewsku kmiecie siedzący na półłankach, zagrodników 7, karczma i sadzawka[12]. Z tych trzech braci Chocimowskich, najstarszy Jan utrzymał się przy Kluczewsku. Był on sędzią grodzkim opoczyńskim i z tym tytułem podpisał się na komisji granicznej 1560 r. sypiącej kopce między Rudziskiem Radoszownickich a Chrząstowem Koniecpolskich[13]. Później własność rodziny Łąckich z Nadola: Zygmunta – Konstantego i Andrzeja – Konstantego, którzy w 1671 r. robią tu działy familijne[14].

W XVIII wieku przechodzi na Turskich, z nich Feliks biskup krakowski i ostatni książe siewierski, często tu w lecie rezydował, w tym samym dworze, w którym chwilowo przebywał i Karol XII, król szwedzki w epoce bitwy kliszowskiej. Biskupowi Turskiemu przypisać też należy fundację kościoła parafialnego z kamienia, pod wezw. św. Wawrzyńca z r. 1796, a nie synowcowi jego Franciszkowi Ksaweremu, stolnikowi szadkowskiemu [jak błędnie podaje Rabrycela z 1900 r., a za nią Słownik geograficzny], który dopiero po śmierci stryja  biskupa [zm. dnia 31 marca 1800 r.], odziedziczył po nim ten majątek. Do niego przeto jako fundatora odnieść należy to, co podaje Słownik geograficzny iż przeniósł parafię ze wsi Januszowic do Kluczewska, a która należała wówczas do kolegiaty kurzelowskiej połączył z włościami, które stanowiły jego własność. Wtenczas też ostatni proboszcz januszowicki, ks. Franciszek Wolski, otrzymał w zamian zrzeczenia się, odpowiednie wynagrodzenie w ziemi i lasach, te zaś wsie, które należały do kolegiaty kurzelowskiej, obowiązały się odrabiać każda po 50 dni w czasie żniw plebanowi nowo wygotowanej parafii.

Jest to świątynia[15] murowana, gontem kryta, bez wieży, o szczycie kroksztynami renesansowymi i data na froncie 1888 r., przypominającą rozszerzenie świątyni. Objaśnia nam o tym napis na murze nad zakrystią, w te słowa:

„Świątynia ta powiększoną została o 19 łokci w 1888 r., pomalowana wewnątrz 1890 r., konsekrowana przez biskupa Kulińskiego 1891 r.”.

Wewnątrz kościół sklepiony beczkowato, posiada trzy ołtarze. W prezbiterium tablica pamiątkowa: Wojciecha Czernickiego, majora b. wojsk polskich, ur. 1783 r. zm. 9 sierpnia 1835 r. z herbem Jastrzębiec odmiennym. Z rodzinny fundatora widzimy tu grobowe napisy:

„Pamięci Ksawerego Turskiego, Stolnika Szadckiego, Dóbr Kluczewskich Dziedzica i Marjanny Z Hr. Przerębskich Żony Oraz Synów Jana, Ignacego i Maksymiliana”

(oraz) Stefanii z Turskich Konarskiej, zm. 25 czerwca 1870 r. [herby Rogala i Gryf]. Tu również spostrzegamy wyrytą datę zgonu, d. 2 sierpnia 1812 r., ostatniego proboszcza januszowskiego, ks. Franciszka Wolskiego, kanonika kurzelowskiego.

Nieopodal kościoła, na wprost jego frontu, w cieniu odwiecznych drzew parku, widać mury dawnego pałacu, pamiętające zapewne świetne czasy biskupa Turskiego – dziś własność pp. Henryka Rejchmana i Władysława Jaszona, przemysłowców warszawskich. Nabyli oni te dobra w r. 1879 od Turskich za sumę 240 700 rubli.; składają je folwarki: Kluczewsko, Januszowice, Siatki, Pilczyca i Zmarłe – z nomenklaturami: Dąbrowa, Kłudzie, Modrzew i Grzebień oraz wsiami: Kluczewsko, Pilczyca, Januszowice, Brzeście i Zalesie – ogółem 7282 mórg. Przez dobra te przepływa rzeka Czarna, tworząc dwa stawy i pięć sadzawek. Przemysł stanowią: gorzelnia, młyn, tarczek i dwie fryszerki, cegielnia i eksploatacja torfu[16].

Po tym dłuższym wstępie o stronach, kędy sięgały granice posiadłości Szafrańców – zwróćmy uwagę na główniejsze siedziby tego możnego rodu.

Na trakcie wiodących z Włoszczowy do Radoszyc i Przedborza, w cichym ustroniu między pagórkami, wśród lesistej krainy, osiadła przed wiekami wieś Oleśno vel Oleszno[17], stare dziedzictwo Oleśnickich z Oleśnicy [de Olesznica] pod Pińczowem, pieczętujących się herbem Dębno. Już w r. 1398 występuje Divisius de Oleszno – przed aktami grodu krakowskiego[18].

Zofia Oleśnicka, jak mówiliśmy wyżej, wniosła dobra te w dom Szafrańców słynnych odszczepieńców, którzy zbudowali tu zapewne zbór protestancki. Gdy nabył Oleszno od Szafrańcow  Adam Szypowski, Srzeniawita, kanonik krakowski i sekretarz królewski zbór upaść musiał. Jako administrator żup wielickich, znaczną zebrawszy fortunę – oprócz Oleszna kupił jeszcze Więckowice i Chotel, które braciom swym pozostawił. Biskup Łętowski z aktów kapituły krakowskiej wypisał, że w r. 1593 ks. Adam od sufragana Dębskiego oskarżony o wyniesienie sekretu ze stuby kapitularnej, gdy zaparł się, nakazano mu przysięgę, lecz darowano mu ją, „dla młodego wieku, dobrze napominąwszy”. Gorzej było, gdy w r. 1624 kapituła oskarżyła go przed biskupem o zabójstwo. Jak się ta gorsząca sprawa zakończyła, trudno wyśledzić; Łętowski uważa ją za potwarz[19]. Może ekspiacją za zbrodnię był zamiar ks. Adama Szypowskiego, wystawienia w Olesznie murowanego kościoła, któryby zastąpił stary i sparciały w Olesznie. W tym celu założyć miał fundamenty na wysokiej górze w Woli Oleszyńskiej, lecz śmierć przedwczesna, zaszła w listopadzie 1626r., nie pozwoliła mu dokończyć dzieła[20].

Sukcesorowie ks. Adama, rodzeni jego bracia Jan Jakub i Marcin Szypowscy – Bielscy [gdyż i tak pisała się ta rodzina, z Białej od Lelowa], nie będąc w możności spełnienia wszystkich pobożnych zapisów zmarłego, całą majętność Oleszno z dworem i folwarkami: Świdno, Wola, Lasocin, Chotów, Krasocin i Mieczyn, sprzedali za 75.000 złp. ks. Mikołajowi Szyszkowskiemu, sekretarzowi JK Mci, kantorowi kapituły krakowskiej [od 1632 r.] biskupowi warmińskiemu, z warunkiem, aby tenże ukończył budowę kościoła.

Był ten Mikołaj Szyszkowski synem Jana h. Ostoja i matki Anny Ujeskiej h. Jastrzębiec a synowcem Marcina Szyszkowskiego, biskupa krakowskiego, któremu zawdzięczał wykształcenie swoje za granicą oraz późniejsze dostojeństwa kościelne. Biskup też krakowski dać musiał pieniędzy Mikołajowi na kupno dóbr oleszyńskich, skoro przyczyniając się do fundacji kościoła w Olesznie, występuje w aktach jako współdziedzic[21]. Od chwili też przejścia Oleszna do rąk Szyszkowskich, stracili dysydenci ostatecznie nadzieję odzyskania swego zboru, o który jeszcze w r. 1634 [według uchwały synodu w Oksie], postanowili „pisać do JMP Bieleckiego ze strony ks. Adama, prosząc, żeby go nam bene vole powrócił do zboru Oleszyńskiego, quem primum evocatusr a districtu Cracoviensi fuerit”.[22]

Według podania ludowego – biskup Szyszkowski miał zamiar na założonych już fundamentach przez ks. Szypowskiego – Bielskiego, wznieść klasztor z  kościołem dla bernardynów, gdy jednak jakiś robotnik powiesił się tam w nocy, biskup porzucił sprofanowane miejsce a natomiast wybudował podług tego planu – erem na Karczówce pod Kielcami. Podanie to potwierdza zachowany w aktach kościelnych dokument erekcji wydany na żądanie Marcina Szyszkowskiego, biskupa krakowskiego – przez Jana Wężyka arcybiskupa gnieźnieńskiego w r. 1627, a którego jurysdykcji leżało Oleszno. Jaki był jednak rzeczywisty powód przerwania budowy, trudno dziś orzec, to pewne, że obydwaj biskupi – krakowski i warmiński – nie dokonali zamierzonego dzieła. Po ich śmierci spadek dostał się kapitule krakowskiej, gdy jednak rodzina uważa się za pokrzywdzoną, na wstawienie się króla Władysława IV kapituła wydała część znaczną spadku bratu rodzonemu biskupa Mikołaja, Marcinowi Szyszkowskiemu, dziedzicowi Spytkowic, staroście lelowskiemu. I znów tradycja głosi, że nowy posiadacz spełniając wolę poprzedników swoich, postanowił wystawić kościół, lecz na innym już miejscu, bo przy drodze wiodącej do Radoszyc. Zaczęto stawiać mury, lecz niewidzialna jakaś ręka, w nocy niszczyła pracę robotników. Wtedy pobożny dziedzic spuszczając się na wolę Opaczności, aby pokazała sama, gdzie chce mieć wystawioną świątynię, kazał zaprząc parę wołów do ociosanej belki i puścić samopas, postępując tylko za ich śladem. Zwierzęta same zawlekły tram na wysoką górę w Olesznie, i przyklęknęły na tym miejscu, na którym też odtąd pokazywać się zaczęła jasność a wśród niej postać Boga Rodzicy.

Starosta lelowski rozpoczął niezwłocznie budowę kościoła z kamienia i cegły, doprowadził ściany pod dach, a na uposażenie kapłanów, zapisał w r. 1644 w grodzie chęcińskim 815 złp., gdy niepokoje wszczęte w kraju przerwały i tę robotę. Najście też Szwedów, którzy cofając się z pod Jasnej Góry, w topielach tutejszych kilka armat zostawić musieli, następnie morowe powietrze i pożary – kazały zaniechać budowy.

Dopiero gdy zawieruchy krajowe uspokoiły się nieco, a nowi dziedzice Podoscy, spokrewnieni z familią Szyszkowskich, osiedli w Olesznie, przypomniano sobie o niedokończonej fundacji. Mikołaj na Podosi Podoski, (chorąży i) podkomorzy ziemi różańskiej, wraz z małżonką swoją Teresą na Urusku (Uhrusk koło Kłodawy – przyp. DK) Krzywczycką, starościanką chełmską, dokonali tylekroć razy rozpoczynanego dzieła. Podoska umierając w r. 1676, zleciła synom swoim Janowi i Stanisławowi dalszą opiekę nad fundacją; testament jej oblatowany w grodzie opoczyńskim d. 3 października tego roku zawierał zapis 2000 złp.; oprócz tego następujące pola, ogrody i łąki w dobrach olesznickich, których ciekawe nazwy tu przytaczam: „pole pod Lednicą”, „niwa pod wsią Zabrody”, „niwa pod Chruścinami”, „pole ma Zapłociu”, „pole na Przeczkach”, „półłanek w Skorycie”, „pole na Podkomorniczu”, „półłanek na Łąkach”, „pole zwane Okrągłą Dąbrową”, „niwa ku Starkowcu”, itd. Za staraniem sukcesorów Teresy Podoskiej, w r. 1685 w niedzielę po św. Wawrzyńcu, dokonana została konsekracja kościoła przez ks. Władysława Silnickiego, biskupa (tytularnego) termopolitańskiego, sufragana wieluńskiego, kanonika gnieźnieńskiego a proboszcza w Koniecpolu, pod wezw. Wniebowzięcia N. Maryi Panny i św. Franciszka Serafickiego – o czym głosi tablica wmurowana nad zakrystią[23].

Na wysokiej górze, wznoszącej się do 190 stóp nad poziom morza, stoi ta okazała świątynia, którą widzieć można o mil kilka, białością swych murów malowniczo rysująca się na tle błękitu[24]. Szczególniej od strony zachodniej w całym majestacie ukazuje się nam jej wieża, piętrząca się nad ziemią na stóp 60. Wieża ta wysunięta na przód kościoła o 14 łokci, u podstawy swojej jest czworoboczną, na wyższej kondygnacji budowana w kształcie ośmiokątnego ostrosłupa, posiada trzy duże okna, z przepięknym widokiem na dalszą okolicę; ponad niemi symetrycznie umieszczone wnęki, zawierały dawniej obrazy świętych, z których dwa tylko pozostały. Przykrycie wieży stanowi kopuła zakończona krzyżem, dziwnie pochylona na bok przez wichry i burze. Gdy proboszcz obecny chciał ją naprawić, włościanie prosili, aby zaniechał zamiaru – „bo tak ładnie, kaj się obrócić to wszędzie się ku człowiekowi kłoni”. Po obydwóch stronach wieży, wznoszą się dwie facjaty zakończone pięcioma piramidami z cegieł, takież ozdoby znajdują się i na szczytowych zakończeniach zakrystii i kaplicy, stanowiących jakby ramiona krzyża, w kształcie którego zbudowany jest kościół. Całość utrzymana jest w barokowym stylu, powszechnie niemal używanym u nas w początkach XVII wieku. Wewnątrz kościół o jednej nawie sklepionej beczkowo, o łukach krzyżujących się w dwóch miejscach. Część kapłańska o wiele niższa, sklepienie tam wsparte na gurtach, zakończone konchowato. Cztery szkarpy podpierają ściany, dziewięć okien oświetla wnętrze nadając wniosły, jasny wygląd świątyni. Struktura wielkiego ołtarza oraz trzech bocznych, zastosowana do ogólnego stylu. Zwłaszcza główny ołtarz sięgający aż pod sklepienie, wyróżnia się pięknością rzeźby w drewnie. Przed nim nie jedna gorzka łza obeschła, nie jedno serce bolejące pociechę dostało. Bo w tym ołtarzu zajaśniała łaskami Boga Rodzica w cudownym obrazie.

Kiedy wizerunek ten dostał się naprzód do kościoła chotowskiego – nie wiadomo. Zachowana tylko tradycja objaśnia, że przez Tatarów zabrany w nieznanych stronach, uwożony przez nich w Chotowie porzucony został, bo konie nie chciały dalej ciągnąć wozu, na którym wraz z innymi łupami był umieszczony. Jest on malowany na płótnie farbami olejnymi na wzór obrazu częstochowskiego, lecz gdy nie ma blizn na obliczu Najświętszej Panny, wnioskować można że pochodzi z przed roku 1430, czyli daty napadu husytów na klasztor jasnogórski. Teresa Podoska erygując kościół w Olesznie za warunek położyła, ażeby obraz ten wraz z bractwem szkaplerza św. przeniesiony był z Chotowa do tej nowej, wspanialszej świątyni. Biskup Stefan Wydźga wolą testatorki zaakceptował i pozwolił na uroczyste przeniesienie, które nastąpiło w dniu 2 lipca 1680 r.; bractwo wraz z obrazem trwało w kościele oleszyńskim aż do r. 1732. Gdy zaś w tym czasie piorun uderzył w kościół i spalił dach cały ówczesny proboszcz chotowski, do którego prebenda oleszyńska należała, bez zezwolenia swej władzy obraz cudowny wraz z bractwem, księgami i klejnotami, przeniósł do Chotowa. Wynikł proces kanoniczny, zakończony dekretem prymasowskim, nakazującym zwrot kościołowi oleszyńskiemu. Jakoż w r. 1765, dnia 21 lipca, obraz procesjonalnie przeniesiony z Chotowa, znalazł się na dawnym swoim miejscu. Od tego czasu wzmogła się jeszcze cześć dla tego świętego wizerunku, liczne wota zawieszane przy nim świadczą o doznanych łaskach, a lud wieśniaczy wdzięczny za te dobrodziejstwa Matuchnie ukochanej śpiewa: „Gwiazdo śliczna, wspaniała – Oleszyńska Maryja!” – zapytany zaś opowiada, że gdy przenoszono obraz z Chotowa, wtedy potratowane zboże na polach, na drugi dzień cudownie powstało, a z obrazu po ustawieniu go w wielkim ołtarzu, wystąpiła jasność niezwykła i siła niebieska, uzdrawiająca wszelkie niemoce w całej parafii.

Przy wejściu do kaplicy św. Franciszka, umieszczony w ścianę prezbiterium, jedyny w kościele nagrobek marmurowy, z herbem Wieniawa i napisem:

„Pamiątka Józefa na Niemojewie Niemojewskiego, kilkakrotnie posła na sejm, zm. w Paryżu, wdzięczny syn Erazm Michał Niemojewski, V-ty dziedzic z imienia na Olesznie 1829 r.”.

W wieży frontowej umieszczono dwa duże dzwony, z tych jeden ma napis:

„Cons mich Gospar Koerber in Breslau” i datą 1742 r.

i drugi z datą 1761r. i słowami:

„Mich iber G. Os Frenaciscus Suler”.

Najstarszy z dzwonów. umieszczony na lipie przy kościele – na nim napis:

„(AE) Soli Deo Gloria.Anno 1645[25].

.Dopóki istniał kościół parafialny, tamtejsi proboszczowie spełniali obowiązek plebanów i w Olesznie, a od r. 1600 takich prebendarzy i wikariuszy akta miejscowe wymieniają do czterdziestu. Gdy w kościele w Chotowie zniszczał zupełnie, nabożeństwo parafialne w r. 1789 ostatecznie przeniesiono do Oleszna, do tego też czasu osiedli tu na stałe proboszczowie. Pierwszym z nich był ks. Feliks Jaroński, dr św. teologii i obojga prawa, po pierwszym zajęciu Krakowa przez Austriaków profesora filozofii na Wszechnicy Krakowskiej.

Urodzony w r. 1775, wyświęcony na kapłana w 1800 r., pierwsze probostwo otrzymał w Olesznie w 1804 r. a następnie kolegiatę 150 Świętych w Krakowie, został kanonikiem archidiecezji warszawskiej w latach 1821 – 1823, wykładał Pismo św. i filozofię naturalną w seminarium kieleckim. Na starość usunął się do Oleszna, gdzie jako proboszcz i kustosz kolegiaty kurzelowskiej zmarł nagle w kościele, dnia 27 grudnia 1827 r. i pochowany na cmentarzu miejscowym. Jeszcze jako profesor publiczny na uniwersytecie krakowskim, zabrał się do pracy nad filozofią, spowodowany brakiem należytego uwzględnienia tej umiejętności na Wszechnicy Krakowskiej. Myśli swe o tej sprawie wyłuszczył w rozprawie „Jakiej filozofii Polacy potrzebują” [Kraków 1810 r.]. Następnie opracował na podstawie B. E. Wentzla dzieło trzytomowe „O filozofii” [Kraków 1812 r.], w układzie systematycznym ze szczególniejszym uwzględnieniem logiki, dołączoną do tego dzieła rozprawą o władzach człowieka. Zdaniem Piotra Chmielowskiego – Jaroński choć nie był słuchaczem Kanta, lecz na jego pismach wykształcił się; w dziele „O filozofii” wystąpił surowo przeciwko „Logice” Kondyllaka, z której niczego, jak powiada, nie mógł się nauczyć[26].

Obecny proboszcz w Olesznie ks. Romuald Wójcik, czcząc w zmarłym zasługi, około kościoła Chrystusowego i nauki, pamięć jego uwiecznił w świątyni olesznyńskiej w 1897 r. umieszczeniem tablicy jego marmurowej.

Wspomniany fundator pamiątkowego głazu dla chwały ołtarza, ks. Jarońskiego, sam też ze wszech miar zasługuje na wspomnienie wzmiankę.

Urodził się ks. Romuald w Skalbmierzu, w 1854 r., po odbyciu nauk gimnazjalnych w Pińczowie i Kielcach, wstąpił do seminarium tamże w r. 1872. Wyświęcony na kapłana w 1877 r., pierwsze probostwo w Łanach Wielkich [1885 r.], następnie w Niegodowie [1890 r.] a od 1893 r. w Olesznie. Ukochawszy książkę i pióro, czas wolny od zajęć parafialnych poświęca kreśleniu artykułów i korespondencji do czasopism warszawskich, a treścią ich zazwyczaj opisy historyczne miejscowości, obyczaje ludu itp.

Oddzielnie ogłosił drukiem cały szereg książeczek popularnych: „Barbara święta patronka górników”, „Pobożne czytanie o św. Wojciechu z monografią kościoła w Łanach Wielkich”, „Różańcowe wieczorne modlitwy”, „Historyczne wiadomości o parafii i kościele NM Panny w Olesznie”. – Tej ostatniej pracy, opartej na archiwalnych źródłach, zawdzięczamy wiele szczegółów do niniejszego opisu.

Schodząc z góry kościelnej między wiejskie opłotki, pokazywano nam miejsce, gdzie stała do niedawna bardzo stara – bo ze 300 lat mająca – karczma, o wysokim, łamanym dachu. W Olesznie, jako miejscowości słynnej cudownym obrazem, przez długi czas nie wolno było mieszkać Żydom. dopiero w r. 1760 ówczesny dziedzic przyjął Żyda szynkarza do owej karczmy, do której, jako czyniącej znaczny dochód – starali się Żydzi od dawna dostać. Wnet parafianie z plebanem Leżeńskim na czele, zanieśli skargę do arcybiskupa a ten wydał dekret, mocą którego zagroził wszystkim co dzierżawić będą mieszkania, domy Żydom, iż według praw kanonicznych obciążeni zostaną ekskomuniką kościelną. A dziś w Olesznie wśród katolickiej ludności gnieździ się do 150 Żydów !

A lud tu cichy, spokojny i szczerze przywiązany do swej wiary i zakonu. Zbawienny pod tym względem wpływ wywarła świątynia, do której cudownego obrazu, dążyli z dalszych stron nawet, pobożni pielgrzymi – starano się przeto żyć w Olesznie uczciwie, w czystości obyczajów.

Starzy gospodarze opowiadają, że gdy trafiła się wśród młodzieży rozpusta, to zaraz pod lipą co stałą w Olesznie przy drodze, przywiązywano wszeteczną dziewkę, co straciła wstyd i panieństwo. Zwykle w niedzielę się to odbywało; wystawiona na pośmiewisko, była chłostana rózgami przez idących do kościoła, następnie ucinano jej warkocze i wyświęcano ze wsi. Takież samo miejsce publicznej kary było zgotowane dla mężczyzn rozpustników niedaleko wsi Chotowa za Olesznem, gdzie również pod drzewem, jak pod pręgierzem musiał stać winowajca przez dobę całą, smagany rózgami przez rówieśników a często i przez urząd gminny.

Jedna długa i szeroka ulica, stanowi rozległą i porządnie zabudowaną wieś, a spotykane co chwila sklepiki żydowskie – nadają osadzie tej pozór miasteczka[27], – Chaty też wiejskie, zwłaszcza starsze, przypominają budową swoją dworki podmiejskie. Ustawione zazwyczaj bokiem do ulicy a wyższa ściana służy za wejście. Przed nim, wsparty na drewnianych słupach, znajduje się podsień czyli ganek. Zdaniem Jana Karłowicza, tego rodzaju chaty stanowią „rzadszy typ polski”, zapożyczony przez nas ze Skandynawii[28].

Lecz oto wstępujemy do parku, którego cienista ulica prowadzi nas do prawdziwie pańskiej rezydencji Wieruszów – Niemojewskich, od lat półtorasta właścicieli dóbr Oleszna.

Na sztucznie usypanym wzgórzu, oblanym kanałem pełnym dotąd wody, stał dawniej zameczek Szafrańców, później Szyszkowskich, a ostatecznie ruina[29]. Nieopodal, za wodą, stoi dotąd staroświecki dwór modrzewiowy, wysokim, łamanym w kondygnacje dachu, oknach zaopatrzonych w okiennice ozdobione kiedyś (w) malowane arabeski, z tradycyjnym gankiem na przedsień. Dwór- z wielkim zniszczeniem dla tego ciekawego zabytku polskiego drzewnego budownictwa, mieszka tu służba folwarczna. Obok stajnie z piękną stadniną koni kozackich z zamiłowaniem hodowanych przez obecnego właściciela, p. Stanisława Niemojewskiego, zwanego powszechnie dla swych upodobań „kozakiem”.

Spotkaliśmy właśnie dziedzica, który powracał ze zwykłej przejażdżki konnej, bo inaczej, nawet w dalszą podróż, nie zwykł się poruszać.

Patrząc też na tego starca, gdy zoczywszy gości, sadził ku nam wyciągniętym kłusem na wronim bachancie, zdawało się, że ujrzeliśmy jednego z atamanów „Ukrainy” – tak sympatycznie opisywanych przez Bohdana. Zaproszeni do pałacu[30] przez uprzejmego gospodarza, zawracamy nazad do parku, gdzie na miejscu starych ruin zamkowych, dziad obecnego właściciela, wznieść kazał piękny gmach mieszkalny. O wysokich suterenach, rozległych komnatach parteru i piętra, na szczycie dźwiga w żelazie odlany herb Wieruszowa. Zwróciła też uwagę naszą wmurowana w ścianę u przyziemia – żelazna lwia łapa: podobno gdzie ona się znajduje, tam właścicielowi nie braknie nigdy dostatków, bo również jak podkowa przybita u progu szczęście ma sprowadzać.

Przy kamiennych schodach wiodących do podwoi pałacowych, stał uwiązany do słupka koń osiodłany. Stary to obyczaj naszych rycerskich przodków, aby dla wygody przyjezdnych słupy takie umieszczać przy wejściu, bo więcej naówczas jeżdżono konno – zostawiając kolasy dla chorych starców, kobiet i dzieci. Przed pałacem oleszyńskim jest to tym większa osobliwość, że przy słupku stoi dzień i noc koń osiodłany a inny na zmianę w stajni, jakby oczekując na drugiego Mikorta, który lada chwila ostrzeżony przez czaty o wtargnięciu w granice Rzeczypospolitej czambułu tatarskiego, wskoczy na kulbakę by poprowadzić mołojców na pogan.

W komnatach pałacowych urządzonych po staroświecku mieści się ciekawy zbiór broni wschodniej oraz pamiątki po rodzinie książąt Golicynów, familii małżonki p. Stanisława.

Z tarasu, poza pałacem, gdzie stary ogród włoski opuszcza się ku kanałowi, przez umyślnie wycięte w gąszczach starodrzewów przeźrocze, widać z dala wspaniały kościół parafialny. Tu siedząc – długi czas nadziwić się nie mogliśmy widokiem piękna natury, spotęgowanego jeszcze przez sztukę. Z rąk do rąk krążył też puchar kryształowy [nie próżny], pamiątka rodzinna – jak świadczy napis na przykrywie ofiarowany przez Norberta Niemojewskiego – Antoniemu Niemojewskiemu, około r. 1750. Po obydwóch stronach tego kwartowego prawie kielicha, taki wyryto wierszyk, przypominający lukrowne czasy Sasów:

„Gdyby Pan Bóg ma jedyna

Chciał iść wodą świat tworzący

Tam gdzie teraz rzeki płyną

Byłby potok win ciekący

Morze byłaby piwnicą

Ziemia byłaby winnicą

Ludzie beczki na przelanie,

Ja za lewar stałbym Panie.

* * *

By pijaczki i pijaki przyjemniejszy widok miały.

Przemieniłbym nieba znaki w butle, gąsiory, antały.

A jak teraz z nich promienie

Tak by ciekły win strumienie

My byśmy oczy zmrużali

Usta tylko otwierali”.

*

[1] Starodawne Prawa Polskiego Pomniki, II, Kraków 1870, por. 3073, 3750.

[2] Żr. Dz. XIV, s.485; XV, s. 579.

[3] Może w nazwisku „safiarza” ducha błot z okolic Kielc przechowała się pamięć rzeczonego Szafrańca.

[4] Jana Długosza, Dziejów Polski (ksiąg dwanaście, w: Opera omnia), T.V. (Cura A. Przeździecki, Kraków 1866-1870), s. 147.

[5] Starodawne Prawa Polskiego Pomniki, T. II, (Kraków 1870-1884,) por. 4253, 4289, 4290, 4291.

[6] O rodzie tym por. A. Boniecki, III, s. 77.

[7] Źródła Dziejowe, T. XV. (Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, T. XV, oprac. A. Pawiński, Warszawa 1886) s. 579.

[8] (Por. A. Adamczyk, Kościoły drewniane w województwie kieleckim, Kielce 1998, s.199-200)

[9] J. Łaski, (Liber beneficiorum archidiecezji gnieźnieńskiej, T. I, wyd. J. Łukowski, Gniezno 1880-1881), s. 609-611. (W Chotowie w latach 1570-1589 istniał zbór  kalwiński Chotowskich i Mikołaja Cikowskiego, por. Akta synodów różnowierczych w Polsce, wyd. M. Sipayłło, t. II, s. 270 i t. III, s. 96, 450, 589; H. Merczyng, Zbory i senatorowie protestanccy w dawnej Rzeczypospolitej, Warszawa 1904, s. 50,; W. Urban, Reformacja we Włoszczowskiem, w: Z dziejów Włoszczowy i regionu włoszczowskiego. Materiały sesji naukowej z 15-16 grudnia 1989 r., Kielce 1991, s. 30)

[10] (Parafię przeniesiono do Oleszna po 1521 r., por. L. Kajzer, Założenia obronne w Kurzelowie, Olesznie i Sancygniowie. Wybór podstawowych danych historycznych i wyniki wstępnej kwerendy archiwalnej, mps Łódź 1981, s. 5)

[11] J. Łaski, LB, s. 611-612.

[12] Żr. Dz., XIV, s. 273; XV, s. 572.

[13] Archiwum Podleskie, rkps 265.

[14] Acta castrensia Cracoviensia Manual., nr 12, k. 436.

[15] (Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, T. III, z.. 12, Warszawa 1967, s. 15-17)

[16] Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, IV, s. 166.

[17] (W roku 1415 Władysław Jagiełło zezwolił Piotrowi Szafrańcowi, podkomorzemu krakowskiemu na lokację miasta na prawie magdeburskim we wsi Oleszno, jednak w 1540 r. wykazano w Olesznie tylko zamek, dwór z folwarkiem, 13 kmieci na łanach, 4 karczmy, 9 zagrodników, młyn, 4 stawy, bór z barciami, łąki i kopalnie rudy, por. F. Kiryk, Urbanizacja Małopolski. Województwo sandomierskie XIII-XVI wiek, Kielce 1994,, s. 84-85; K. Głowacki, Miejskie układy przestrzenne na obszarze historycznej ziemi sandomierskiej, Kielce 2000, mps, poz. 81)

[18] SPPP, VIII, s. 607.

[19] L. Łętowski, Katalog (biskupów, prałatów i kanoników krakowskich, Kraków 1852), T. III, s. 126-127.

[20] Ks. R. Wójcik, Historyczne wiadomości o parafii i kościele w Olesznie, Warszawa 1899, s. 10.

[21] (Marcin Szyszkowski, starosta lelowski, był bratem Mikołaja biskupa warmińskiego, zm. 1643, por. CIP,T. I, z. 5, przyp. 3, s. 133)

[22] J. Łukaszewicz, Dzieje kościoła (wyznania helweckiego na Litwie i dawnej Małej Polsce, Poznań 1853), s. 389. Autor ni nie wie, gdzie ten zbór w Olesznie leżał.

[23] (Por. CIP, T. I, z. 5, s. 131-132)

[24] (Por. KZS III, z. 12, s. 39-40. J. Wiśniewski, Historyczny opis kościołów, miast, zabytków i pamiątek w powiecie włoszczowskim, Marjówka 1932, s. 192-193)

[25] (Por. CIP, T. I, z. 5)

[26] Por. P. Chmielowski, Historia literatury polskiej, Warszawa 1899, T. III, s. 106.

[27] (Por. L. Stępkowski, Nieudane miasto Oleszno, w: W sarmackim Krasocinie, Kielce 1997, s. 41-46)

[28] Por. Chaty polskie. Studium lingwistyczno – archeologiczne, Pamiętnik Fizjograficzny, IV, s.  404-405.

[29] (Wg.: L. Kajzer, Założenia obronne w Kurzelowie, Olesznie…, s. 6, istniał jeszcze w 1627 r. „Dom wielki na kopcu, pod którym sklepów no 6 …na przekopie”; por. F. Kiryk, Urbanizacja Małopolski…., s. 84; zob. Katalog rysunków architektonicznych z akt ubezpieczeń w wojewódzkim Archiwum Państwowym w Kielcach, oprac. A. Penkala J. Szczepański, Warszawa 1993, plan dworu, poz. 1352)

[30] (Pałac został zbudowany z końcem XVIII w., wg. KZS, III, z. 12. s. 41)

Jest to fragment książki Michała Rawity-Witanowskiego pod tytułem: „Dawny powiat chęciński. Z ilustracjami prof. Jana Olszewskiego” wydanej przez Regionalny Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Kielcach w 2001 r.