Dnia 29 maja 2011 r. na terenie dworu w Ludyni odbyła się kolejna sesja z naukowa w ramach realizowanego programu: „NA WŁOSZCZOWSKICH DROGACH HISTORII. 2011 – ROK WŁOSZCZOWY”, zorganizowana przez dziedzica dworu ludyńskiego Stanisława Gieżyńskiego, Gminę Krasocin, OSP Ludynia, parafię w Kozłowie, Koło Gospodyń Wiejskich z Krasocina, a przede wszystkim Włoszczowskie Towarzystwo Historyczne, oddział w Krasocinie w osobie Grzegorza Dąbrowskiego oraz Starostwo powiatowe Włoszczowa – w osobie Rafała Pacanowskiego.

bez tytułu1

Msza Święta w intencji Poległych na terenie Ludyni.

…podczas Mszy Świętej w intencji wszystkich poległych (we wszystkich wojnach), na terenie Gminy Krasocin.

 

Dziedzic dworu Stanisław Gieżyński.

Poczty sztandarowe: OSP w Ludyni, oraz Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.

 

Grzegorz Dąbrowski, wiceprezes Włoszczowskiego Towarzystwa Historycznego, główny inicjator Programu oraz sesji w Ludyni, ale i we Włoszczowie, Gruszczynie i Olesznie.

 

 

Wójt Gminy Ireneusz Gliściński Krasocin oraz ksiądz parafii kozłowskiej, Jerzy Korona.

Fotografik z Włoszczowy Ryszard Kowalski i ksiądz wikary z Kozłowa Tomasz Kubicki.

 

Ksiądz proboszcz parafii kozłowskiej prezentuje losy swojego kościoła.

Widok na Zgromadzonych z piętra lamusa.

 

Podczas obrad.

Podczas obrad.

 

Stan zaangażowania władz Gminy Krasocin prezentuje wójt Gminy Krasocin.

Roman Mirowski, były dyrektor Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Kielcach.

Robert Paliga prezentuje temat: Projekt Szlak Braci Polskich – Ludynia i ziemia włoszczowska.

Moje zaś wystąpienie na sesji dotyczyło dworu w Ludyni. Oto ono:

Dariusz Kalina

Wieś Ludynia z dworem

Stojący obok XVIII wiecznego dworu ludyńskiego obiekt, wiązany jest z w dotychczasowej literaturze ze zborem protestanckim .

Pierwsza wzmianka źródłowa o wsi Ludynia pochodzi z 1364 roku, a przywołuje ją Jan Długosz w Liber Beneficiorum (1470-1480). Otóż tegoż roku arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria Skotnicki specjalnym dokumentem erygował dekanat przy kościele w Kurzelowie p.w. Panny Marii, śś. Jana Chrzciciela, Jana Ewangelisty i Wojciecha, i nadał mu dziesięciny ze wsi: Komparzów, Wysosławice, Rzewuszyce, Komorniki, Ludynia, Ostrów, Świków, Dąbie, Rzeszówek, Kluczewsko, z ról należących do arcybiskupa położonych przed miastem Kurzelów oraz z nowizn obok leżących, oraz z ról wójta w Kurzelowie. Nadaje także staw z młynem leżącym obok innego młyna w Kurzelowie, dąbrowę zwaną Kąparzowskie pole, która zaczynała się od ról granic Modrzewie, dochodzi do pola zw. Małe Pole, należącego do archidiakona i dalej do drogi, która przez pole archidiakona prowadzi z miasta do lasu, a następnie do mostku na brodzie z miasta do Ciemiętnik i tu granice dąbrowy zamykają się. Ponadto otrzymuje dekanat łąkę w Gościęcinie, wsi arcybiskupa, na lewo od drogi, która prowadzi z Gościęcina do kuźnicy, łąka dochodzi aż do kuźnicy, ogród z siedliskiem – na zasadzenie folwarku obok dworu biskupa .

W tym czasie wieś należała do parafii w Kozłowie . Pierwsza pewna wzmianka o wsi Kozłów pochodzi z 1342 r., jako leżąca przy drodze z Małogoszcza, na podstawie tegoż dokumentu znamy niezwykle dokładnie jej wschodnią granicę – tj. rzekę Pierzchniankę, która oddziela Kozłów od dóbr monarszych Małogoszcz . Jan Długosz przytacza przywilej arcybiskupa gnieźnieńskiego Jarosława Bogorii Skotnickiego z 1347 r., nadający pierwszemu prebendarzowi kościoła św. Jerzego na zamku krakowskim dziesięciny m in. z Kozłowa . Zapewne w połowie XIV stuleciu kościoła w Kozłowie jeszcze nie było , pierwsza znana wzmianka o kościele tutejszym pochodzi z 1442 r., kiedy to Wawrzyniec, pleban w Kozłowie, rozprawia się przed sądem konsystorza gnieźnieńskiego z Pełką Łuckim, dziedzicem Blizanowa o zabrane mu dziesięciny tamże, z ról folwarcznych . W opisie Jana Długosza dziedzicem Kozłowa byli bracia rodzeni Jakub i Zawisza Kozłowscy herbu Poraj . Zawisza w 1500 r. był bakałarzem nauk wyzwolonych i filozofii na Uniwersytecie Krakowskim , zaś Jakub, po raz ostatni wzmiankowany został w 1508 r. w aktach podskarbińskich.

Parafia w tym czasie obejmowała wsie: Kozłów z dworem oraz Gruszczyn , natomiast w opisie Jana Łaskiego (1511-1523), przy drewnianym kościele p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny i św. Mikołaja, ex antiquo są wymieniane wsie Kozłów, Ludynia, Czostków, Gruszczyn, Lasochów, bez dworów w Gruszczynie, Lasochowie i Wiśniczu. Są również dwie karczmy w posiadaniu Stanisława zwanego Curczel. Aktualnym plebanem jest Jan z Wielkiego Książa mający do dyspozycji wikariusza i służącego. Wikary otrzymuje dziesięcinę z ról folwarcznych z Lipnia; z ról folwarcznych dziesięcina oddawana jest do kościoła w Kozłowie, z ról kmiecych do Krakowa. Pleban otrzymywał dziesięciny również ze wsi Dołowatki, Przybradowa i Łagiewnik . W opisie Jana Łaskiego (1511-1523), prawo patronatu nad drewnianym kościołem w Kozłowie należało do dziedziców Czostkowa, Kozłowa, Lipna, Ludyni . We wszystkich tych miejscowościach były obiekty rezydencjonalno-obronne (curia) około roku 1540 .

Zapewne dziedziczący z innej linii Dobiesław Kozłowski, zmarły w 1520 r., z żony Ewy córki mieszczanina proszowskiego Klemensa Słonki, miał m.in. córkę Annę, wydaną około 1533 r. za Bernarda Chyszowskiego, który może jest tożsamy ze wspomnianym w rejestrze poborowym z 1540 r. Bernardem Kozłowskim, zmarłym przed 1540 r., którego pozostała wdowa Anna wyszła po jego śmierci za Mikołaja Lasochowskiego, zaś Kozłów stał się własnością synów Floriana, Zawiszy i Jakuba. Bracia ci dokonali podziału schedy po ojcu w 1543 r. .

Jak ustalił to Michał Rawita-Witanowski, przed 1547 r. dobra Kozłów wraz z prawem kolatorskim zakupił Hieronim Szafraniec z Pieskowej Skały, starosta chęciński, kiedy już w poniedziałek po tzw. niedzieli „Iubilate”1547 r., sypie kopce graniczne między Kozłowem „dziedzictwem swoim” a wsią Lipnem, posiadłością Macieja z Lipna Gruszczyńskiego, oraz Jakuba, Krzysztofa i Adama Lipińskich. Między świadkami tego aktu figurują Mikołaj i Jan z Pińczowa Oleśniccy, znani protektorowie różnowierców . Nie jest nam wiadome, czy miejscowy kościół został w tym czasie przejęty przez protestantów.

Hieronim Szafraniec z pierwszego małżeństwa z Regina Telniczanka miał dwie córki – Annę, wydaną za Mikołajem Krezą z Bobolic oraz Katarzynę, wydaną powtórnie za Remigiana Chełmskiego. Jego drugie małżeństwo zostało zawiązane z Zofią Zborowską, z którego małżeństwa córka Zofia wyszła za Mikołaja Oleśnickiego, zaś syn Mikołaj zmarł młodo przez 1555 r. Pod koniec życia Hieronim Szafraniec ożenił się po raz trzeci, a tym razem z mieszczką z Olkusza – Anną Wasilewską zwaną Olkuską, z która doczekał się kilkoro dzieci. W chwilą jego śmierci kwestia podziału pozostawionych przez niego dóbr dotyczyła Mikołaja Krezy i jego spadkobierców, Remigiana Chełmskiego i jego żony Katarzyny, Mikołaja i Zofii Oleśnickich oraz dzieci Anny Olkuskiej – Piotra i Stanisława (Jana?) . Jeszcze za swego życia ojciec chciał zabezpieczyć niepewny los obu wspomnianych synów, uzyskał w 1554 r. od króla Zygmunta Augusta zapewnienie dożywocia dla siebie jako starosty chęcińskiego i swego starszego syna Piotra, na wsiach Korczyn, Fanisławice, Gnieździska i Zajączków oraz na kuźnicy żelaznej zwanej Zajączkowska. Również brat Piotra miał opisane dożywocie na tychże wsiach . Siedzibą wskazaną przez ojca dla Piotra była Ludynia – bowiem tego Piotra Ludyńskiego, który się Szafrańcem zwał przed tym…, wspomina opis wyjęty z lustracji starostwa chęcińskiego z 1569 i 1617 r. .

Po śmierci Hieronima zaszłej (w 1553 r.) dobra jego tj. klucz włoszczowski oraz tenuta wolbromska były przez pewien czas trzymane wspólnie przez spadkobierców starosty chęcińskiego. W 1563 r. Oleśniccy, Krezowie i Chełmscy oraz opiekun Mikołaj Sancygniowski zawarli porozumienie w sprawie podziału wspomnianych dóbr. W sprawie klucza włoszczowskiego wiadomo, że podzielony został na trzy równe części, a obejmował wsi: Borowe Karczmy, Czostków, Kozłów, Ludynię, Nieznanowice, Wola Wiśniowa i Ząbrzec . Dopiero w 1577 r. Jan i Andrzej Oleśniccy, którzy zrzekli się na rzecz Stanisława Szafrańca części na Kozłowie, wespół ustąpili swe części na Czostkowie i Ludyni – na korzyść synów Anny Olkuskiej Szafrańców – Piotra i Stanisława, późniejszego wojskiego krakowskiego (1598-1597) .

Ten Stanisław zapisał córce swego brata Piotra Ludyńskiego Zuzannie swoje prawa dziedziczne do Kozłowa i Ludyni. Ta wniosła je około 1586 r. w dom Mikołaja ze Stanowisk Kozłowskiego herbu Poraj, podsędka sanockiego (1616), sędziego sanockiego (1620), zmarłego około 1623 r. , protestanta . – W tym mniej więcej czasie, tj. między 1578 a 1600 w najbliższej okolicy wymienione zostały zbory w Krasocinie (założył go Stanisław Szafraniec, potem opiekował się nim Andrzej), oraz w Kozłowie (1605 do 1613).

Nie widomo dokładnie, kiedy powstał na terenie Ludyni dwór pański. Wzmiankowany w 1508 r. dziedzic wsi Mikołaj Pasek (Passek), w 1540 r. dysponował takim obiektem i nie jest wykluczone, że jego pozostałości tkwią w części piwnicznej obecnego dworu. W spisie poborowym z 1540 r. we wsi było 8 kmieci osadzonych na półłankach a 6 półłanków leżało odłogiem, były 3 zagrody, karczma, folwark, 6 sadzawek, młyn, oraz łąk i lasów w dostatku. Całość otaksowana była na 400 grzywien .

Protestantyzm był obecny na terenie parafialnego Kozłowa zapewne już około połowy XVI wieku, jako że na dokumencie świadczącym graniczenie dób Kozłów od dóbr Lipno, jako świadkowie występują Mikołaj i Jan z Pińczowa Oleśniccy, znani protektorowie różnowierców . W jego osobie należałoby widzieć założyciela podwalin pod protestantyzm w Kozłowie, w którym przejęto kościół katolicki na zbór, funkcjonujący jeszcze w 1613 r., kiedy to ministrem kalwińskim w Kozłowie był Aleksander Witrelin .

Mikołaj Kozłowski cedował obie wsi w 1605 r. swemu zięciowi Andrzejowi z Oleśnicy Oleśnickiemu z Oleśnicy i Nieprawic, ten zaś w 1614 r. zapisuje Kozłów Abrahamowi Białobrzeskiemu, a ten z kolei 1619 r. sprzedał Kozłów Krzysztofowi Ujejskiemu z Ropniowa h. Szreniawa bez Krzyża . Procesy wytoczone przez Jakuba Bieda Chrostkowica z Małogoszcza przeciwko protestanckim sąsiadom – zebrał Michał Rawita-Witanowski .

Gdy zaś ostatni, aktem w Chęcinach w wigilię św. Mikołaja 1605 r. cedował je zięciowi swemu Andrzejowi z Oleśnicy Oleśnickiemu na Nieprawicach dziedzicowi – już w roku następnym wniósł przeciw temuż skargę ks. Jakub Chrostkowic, proboszcz i dziekan małogoski. Zaświadczył mianowicie w grodzie chęcińskim Maciej Fuk z Żarczyc, woźny, iż Oleśnicki staję pola, przy drodze wiodącej z Małogoszcza do Kozłowa i z Cieśli do Jędrzejowa przez poddanych swoich, zaorał i zniszczył, na którym w roku zeszłym proboszcz wysiał około dwóch korcy pszenicy.

Już to pleban małogoski miał ciągłe udręczenia ze strony heretyckich swoich sąsiadów. Po Andrzeju Oleśnickim, gdy z mocy zapisu w Krakowie, w środę po św. Prysce 1614 r., Kozłów stał się własnością Abrahama Białobrzeskiego, nie obyło się bez skarg i na niego. Znów ks. Chrostkowic protestuje w grodzie chęcińskim – we wtorek po Narodzeniu Pańskim tego roku – iż nowy dziedzic Kozłowa w miejscu zwany „Biały Ług”, między drogami kozłowskimi – starą i nową – na gruncie kościelnym, bo z tej strony rzece Pierzchnicy kopie staw.

Lecz nie długo siedział w Kozłowie i Białobrzeski, bo aktem podpisanym w Kozłowie w sobotę po św. Agnieszce 1619 r. ustąpił go i zaprzedał Krzysztofowi z Witkowic Ujejskiemu. I przeciwko temu jednak miał wiele zarzutów pleban małogoski. W piątek po uroczystości Podniesienia Krzyża św. 1628 r. wnosi on oskarżenie do urzędu chęcińskiego, o to, że około Zielonych Świątek tego roku zbudował Ujejski młyn nad rzeką Pierzchnicą na gruncie proboszczowskim oraz, że założył staw zwany „Biały Ług”, a proszony po przyjacielsku, nie chciał tego skasować i usunąć. Tegoż roku – po Wniebowzięciu N. Maryi Panny, dziedzic Kozłowa, pole kościelne prosem obsiane na długości pięciu staj, a szerokie około sześciu, częścią zaorał, częścią bydłem wypasał i zdeptał, z wielką proboszcza krzywdą. Z tych powodów wszczął się między nimi długi proces, którego końca nie dożył już ks. Chrostkowic .

Bezspornymi następcami Ujejskich w Kozłowie musieli być Tęgoborscy herbu Srzeniawa z Krzyżem, zawołania Drużyna. Pierwszym był, o ile domyślać się można, Mikołaj00 Tęgoborski, następnie syn tegoż Piotr, sławny partyzant przeciwko Szwedom, właściciel oprócz Kozłowa okolicznych wsi: Ludyni, Cząstkowa i Wiśnicza, którego działalność około podźwignięcia z upadku kościoła w Kozłowie, dotąd z wdzięcznością przez mieszkańców jest wspominana .

Niewiele wiadomo o Mikołaju Tęgoborskim z Tęgoborza h. Śreniawa. Ożeniony był z Jadwigą z Oraczewskich, po nich Piotr i jego żona Katarzyna z Pilicy Korycińska. Piotr Tęgoborski był fundatorem nawy kościoła w Kozłowie (1644). W 1660 r. syn ich Jan podczaszy nowogrodzki wystawił w kościele pomnik w kościele w Kozłowie. Prócz Jana Piotr miał jeszcze Stefana i córkę Katarzynę, wydaną w 1667 r. za Mikołaja Konopackiego. Piotr Tęgoborski założył piękny park w Ludyni i postawił oryginalny d. ma portret swój i Żony w Kościele w Kozłowie. W Ludyni wystawił oryginalny dwór i okazały park.

W czasie władania majętnością tą przez Szafrańców, wzniesiona tu została kaplica murowana, a w niej nadworny predykant, odprawiał zapewne kalwińskie modły . Ze zmianą właścicieli Ludyni i upadku u nas reformacji „ministra” kalwińskiego zastąpił kapelan katolicki, utrzymywany tu kosztem dziedziców do połowy XIX wieku. Jest to budynek niewielki, wystawiony w czworobok i zasklepiony. Piętro przybudowano później, zastosowując do obecnego gospodarskiego użytku i okolone drewnianym gankiem. Na dole drzwi kute, żelazne, prowadzą do wnętrza. Odrzwia dębowe – wycięte po obydwóch stronach, jak tradycja niesie, dla sprowadzenia trumny z „grubym kalwinem”. W pobliżu tego dawnego zboru, stoi stary, modrzewiowy dwór, typowy zabytek naszego dawnego budownictwa. Piętrowy, o łamanym dachu i obszernych komnatach, tonie wśród zieleni starych lip i krzewów. Przed nim w grupie drzew rozłożystych, pamiątkowa ława kamienna, bo na niej odpoczywać miał T. Kościuszko w czerwcu 1794 r. cofając się z pod Szczekocin. Za wsią, przy drodze do Włoszczowy [dawny trakt lubelsko - częstochowski] stała figura kamienna z datą 1647 r. i wyrytym nazwiskiem fundatorów Karśnickich z Karśnic. W roku zeszłym rozbili ją rabusie, szukając w podstawie ukrytych skarbów.

Od 1601 r. do 1683 r. Ludynia należy do Mikołaja Tęgoborskiego z Tęgoborza h. Śrzenaiwa, która miała również Imielno, Lipno i Jakubów. Ożeniony był z Jadwigą z Oraczewskich, po nich Piotr i jego żona Katarzyna z Pilicy Korycińska. Piotr Tęgoborski był fundatorem nawy kościoła w Kozłowie (1644). W 1660 r. syn ich Jan podkomorzy nowogrodzki wystawił w kościele pomnik w kościele w Kozłowie. Prócz Jana Piotr miał jeszcze Stefana i córkę Katarzynę, wydaną w 1667 r. za Mikołaja Konopackiego. Piotr Tęgoborski założył piękny park w Ludyni i postawił oryginalny d. ma portret swój i Żony w Kościele w Kozłowie. W Ludyni wystawił oryginalny dwór i okazały park. Kaplicę zaś kalwińską należałoby odnieść do czasów Szafrańców. W 1683 r. od Kazimierza Siedlińskiego kupił Ludynię Hieronim Lipiński h. Rawicz, łowczy bracławski, porucznik kohorty pancernej Waszyckiego, wojewody krakowskiego, syn Marcina po nim dziedziczył syn Florian, major wojsk królewskich, łowczy bracławski, według Bonieckiego sprzedał Ludynię w 1713 r. Antoniemu Laskowskiemu, a przypuszczalnie zastawił te dobra Antoniemu Laskowskiemu, choć akta parafialne w 1729 r. wspominają ks. Janczarski dostał prezentę na probostwo w Kozłowie od kolatorów Olszowskiego z Kozłowa i Antoniego Laskowskiego, sędziego chęcińskiego, dziedzica Ludyni. Następnie Ludynia weszła w posiadanie Wojciecha Kluszewskiego h. Jasieńczyk, kasztelan wojnicki, po nim syn jego Makary urodzony z trzeciej żony Anny Nieczuja Dembińskiej, córki Arnolfa, dziedzica Miedzierzy. Makary Kluszewski w 1787 r. sprzedał Ludynię Józefowi Saskiemu, chorążemu wojsk koronnych, synowi Adama, pułkownika wojsk koronnych i Ludwiki z Walewskich. Józef Ślaski w 1791 r. zapisał swej żonie Teresie z Bierzchowskich, a w 1802 r. nabywa majątek Ludynia Ignacy Morstin, syn Jana i Katarzyny z Mossakowskich z Pławowic, ożeniony z M. Michałowską. W 1804 r. sprzedał Ludynię Antoniemu Sadowskiemu, który pochodził z Nałęczów Sadowskich rodziny dawno zamieszkałej w okolicy Nagłowic. Antoni Sadowski miał trzech synów: Józefa, kanonika kieleckiego, w młodości konfederata barskiego, później proboszcza w Małogoszczu, Antoniego, który według akt hipotecznych był właścicielem Ludyni i Floriana właściciela Oksy. W XIX w. Majątek składał się z folwarku głównego, Czostkowa i attynecji Zagórnica, a dawniej jeszcze Zakrzów i Świercze .

 

Drugim moje wystąpienie dotyczyło kwestii trzech kopców wojennych, pochodzących z tzw. bitwy pod Szczekocinami 06 06 1794 r., właściwie na Chebdziu.

Kopiec Prusaków, fot. D. Kalina

Kopiec Kosynierów, fot. B. Nocuń.

Kopiec Kościuszki, fot. D. Kalina

Widok na teren bitwy szczekocińskiej, fot. D. Kalina

 

Prezentował ją podczas edycji Europejskich Dni dziedzictwa w 2008 r. p. Bohdan Nocuń, któremu Kopiec Kościuszki zawdzięcza swoje uratowanie. Oto ten tekst:

Bohdan Nocuń

Bitwa pod Szczekocinami

Mało miejsca poświęcono w polskiej historiografii bitwie pod Szczekocinami. Myślę, że należy szerzej przedstawić społeczeństwu przebieg największej bitwy pierwszego polskiego zrywu niepodległościowego . W ,,Dziejach oręża polskiego” pod redakcją Wiesława Jana Wysockiego z 2000 r. wśród prawie 180 bitew polskich nie występuje mimo że jest ważną bitwą insurekcji. To tu zapoczątkował się wspólny front rosyjsko-pruski celem zlikwidowania powstania i państwa polskiego. To tu również decydowały się losy narodu. W ,,Dziejach oręża polskiego 1794 – 1938” Eligiusza Kozłowskiego i Mieczysława Wrzoska czytamy : ,,Następstwem Szczekocin obok strat materialnych, był chwilowy upadek ducha i załamanie się wiary w szczęśliwą gwiazdę Naczelnika, lecz dalszą jej konsekwencją był zanik ruchu zbrojnego w woj. sandomierskim i krakowskim oraz kapitulacja Krakowa.”

Zacznę więc od Połańca, gdzie gen. Fiodor Denisow blokował wojska powstańcze idące do Warszawy do czasu przekroczenia Wisły przez gen. Grochowskiego . Denisow ze swymi wojskami po opuszczeniu obozu w Staszowie szedł przez Łagów, Pińczów i 21.05.1794 r. stanął w sąsiedztwie Prusaków skryty za Pilicą pod Szczekocinami . W ciągu 4 dni forsownym marszem Rosjanie przeszli ponad 100 km. Kościuszko ze swoją dywizją szedł wolniej przez Sieczków, Pińczów, Konary, Jędrzejów. Grochowski po przekroczeniu Wisły przez Opatów, Szydłów odkąd kolumny polskie idą równolegle aż do Jędrzejowa. W Jędrzejowie obie dywizje bezpośrednio się zetknęły 26.05.1794 r.

Pomiędzy 26 a 29 maja , najprawdopodobniej 28 maja gen. Denisow dokonuje zwrotu zaczepnego. Nagle w południe w czasie obiadu niespodziewanie pojawiły się kolumny wojska rosyjskiego uszykowanego do boju. Mimo zaskoczenia i dużej ilości młodego wojska Naczelnik uszykował dywizję w 2 godziny do walki. Rosjanie widząc, że próba zaskoczenia się nie udała nie rozpoczęli bitwy. Oddali kilka salw i wycofali się na zachód. Dlaczego nie rozpoczęli bitwy Polacy? Był to wszak korzystny moment, daleko wojska pruskie nie zdążą przyjść z pomocą , liczebnie wojska insurekcyjnie mają przewagę. Naczelnik się wahał , może czekał na posiłki. W dniu 29 maja dywizja Kościuszki staje w Krzcięcicach , Grochowskiego w Desznie.

Denisow prawdopodobnie obserwował ruchy armii insurekcyjnej bo w dniu 30 i 31 maja przeprawił się przez bagnistą rzeczkę Mierzawę w Tarnawie oddaloną od Krzcięcic gdzie przebywał Kościuszko o 10 km. Kawaleria polska obserwowała przeprawę, nawet stoczono walki kawaleryjskie ale mimo, że teren sprzyjał zaatakowaniu do bitwy nie doszło . Dlaczego ? W dolinie Mierzawy wojsko Denisowa było w niekorzystnej sytuacji . 31 maja Naczelnik podchodzi swoją dywizją pod obóz Rosjan k. Szczekocin i wraca do Krzcięcic. Nie udało się sprowokować walk. Obie polskie dywizje cofają się do Jędrzejowa 3 czerwca.

4 czerwca Polacy rozpoznawali teren. Na zachód od Jędrzejowa doszło do starć z kozakami stanowiącymi osłonę korpusu Denisowa . Wzięto wzajemnie jeńców , ze strony rosyjsko-pruskiej dostał się do niewoli podoficer pruski, który udawał Polaka-patriotę , dostał się do sztabu Kościuszki i uciekł z dokładnym raportem o stanie korpusu na dzień 28 maja łącznie z nazwiskami dowódców. Obecności wojsk pruskich , ich sile i siłach wojsk rosyjskich wiedział Naczelnik, jednak był przekonany, że Prusacy nie włączą się do walki gdyż Ignacy Potocki przysłał mu pismo-umowę z podpisem Buchholtza, że zachowają neutralność a Denioswa nie wpuszczą na Śląsk. Dokumenty znalezione w ambasadzie rosyjskiej ( korespondencja Igelstroma z generałami pruskimi ) mówiły co innego. Korespondencja Tadeusza Kościuszki w której nakłaniał króla pruskiego do zachowania neutralności okazała się zawodna . Ze strony Naczelnika złudzeniem a króla zwykłą grą polityczną. Brak doświadczenia zgubił go, bo wszelkie działania Favrata i doniesienia mówiły co innego. Choćby rozstawienie wojsk pruskich na kwaterach w rejonie Kromołów , Wierzbica, Żarnowiec, Pilica. Do Woli Libertowskiej król pruski przybył 3.06 , a ponieważ Kościuszko nie prowadził wywiadu agencyjnego nawet o tym nie wiedział, był przekonany że wojskiem pruskim dowodzi gen. Schwerin , którego tam nie było. Wojsko jako jedna kolumna 5 czerwca wyrusza przez Sieńsko pod Szczekociny. Prawdopodobnie na podstawie rozpoznania podjazdów mjra Różyckiego.

Marsz na Szczekociny rozpoznał oddział kozaków atamana Adriana Denisowa bratanka, który o tym fakcie doniósł stryjowi , gen. Fiodorowi Denisowowi. Sam zaś starał się opóźnić marsz atakując polską awangardę z boku w lesie między Sieńskiem a Rawką .

Kozacy jednak zostali zepchnięci na bok , awangarda ruszyła dalej. W tym momencie ataman Denisow obszedł las, połączył się z innym pułkiem kozackim płka Janowa i zasłonił drogę do Szczekocin.

Pod Rawkę polskie oddziały doszły około południa, przeszły 25-30 km. Ostatni doszli ok. 15.30, a ze względu na dużą ilość młodego rekruta uszykowanie i rozwinięcie do bitwy nastręczało trudności; tj. trwało to do godz. 18.00. Uszykowanie polskich szeregów w tym czasie osłaniała kawaleria polska pod Przybyszowem w sile 300 – 400 żołnierzy. Kozacy z tego terenu ustąpili , ale ciągle gdzieś odbywały się starcia i utarczki. Wśród tych wojsk byli oficerowie pruscy obserwujący rozwijanie szyku powstańców i ułożenie sił polskich. Przede wszystkim dokładną obserwację prowadził gen Pistor, Niemiec w służbie rosyjskiej , obserwował ruchy wojsk polskich i dokładnie odrysował ich szyk. Plan odesłał do Woli Libertowskiej , gdzie przebywał król pruski Fryderyk Wilhelm II. Sam zaś do króla udał się wieczorem. Oficerowie kwatermistrzostwa rosyjskiego wymierzali teren celem rozwinięcia sił rosyjsko-pruskich do bitwy. Tymczasem cała polska kawaleria wsiadła na koń i poszła ławą na kozaków , którzy bez walki ustąpili pola. Kawalerzyści osiągnęli linię Chałupki- Goleniowy i skraj bagien osłaniający obóz Rosjan. Rozpoznali teren i wrócili do swoich około godz. 20.00. W czasie wypadu kawalerii inne formacje w szyku bojowym przesunęły się do przodu i stanęły na pozycjach wyjściowych do natarcia na zachód od Przybyszowa przed linią Goleniowy – Chałupki w odległości 2,5 km od obozu Rosjan . Szybko zapadający zmrok, późna pora i trudne do przebycia bagna skłoniły Naczelnika do zaniechana rozpoczęcia bitwy, tak też podaje w Raporcie Narodowi Polskiemu. Rosjanie utrzymywali pełną gotowość bojową. W Woli Libertowskiej powiadomiony o ruchach wojsk powstańczych król pruski około godz. 18.00 wydał rozkazy swoim dowódcom. Nakazał wymarsz i po minięciu Szczekocin kolumna marszowa ma rozwijać się w linię bojową i natrzeć na nieprzyjaciela szykiem skośnym oddziałów wysuniętym w prawo. Gen Pistor po przybyciu do króla pruskiego, który został głównodowodzącym złożył raport w którym podał najświeższe informacje o nieprzyjacielu i swój plan natarcia połączonymi siłami rosyjsko-pruskimi nazajutrz na wojska polskie . Król zaaprobował ten plan wnosząc poprawki do wydanych już rozkazów. Wymarsz całą armią nastąpił pod godz. 22.00 , pozostawiono tabory i batalion wojska. Polskie oddziały rozpoznawcze musiały stwierdzić ruch Prusaków do bitwy, ponieważ Naczelnik wycofał oddziały z pozycji do ataku na pozycję do obrony w rejonie Rawka- Chebdzie odprawiając wcześniej tabory na Małogoszcz. O wycofaniu się wojsk polskich król otrzymał wiadomość 6.06 o godz. 2.00 nakazał odpoczynek i wysłał awangardę celem zbadania i rozpoznania sytuacji. Rozmieszczenie wojsk insurekcyjnych na terenie przyszłej bitwy było korzystne ze względu na zajęcie stanowisk półkolem przed Chebdziem na garbie-wale ciągnącym się z Rawki do Goleniów, który opadał od strony północnej łagodnie na płaski teren , a z drugiej bardziej stromo, od strony południowej na teren najpierw utwardzony, dalej podmokły i bagnisty , poprzecinany strumieniami. Teren sprzyjał zamierzonemu atakowi kosynierów z góry. Grzbiet wału z najwyższym punktem zwany ,,Złotą górą” o wysokości 317 m.n.p.m. obecnie kopiec ,,Kościuszki” ciągnie się na kierunku do Przybyszowa, lecz przed wsią rozdziela się i tam występuje zagłębienie do którego nie ma wglądu, nie widać nawet domów. Różnica wzniesień na omawianym terenie dość znaczna 317 i 265 m- strumienie. Obszar na którym rozegrała się bitwa to wielobok wyznaczony przez wsie Goleniowy –Moskorzew- Lubachowy- Rawka- Wywła, w środku wieś Chebdzie. Nie obejmuje wbrew nazwie Szczekocin, oddalony jest od nich o ok. 5 km do 7 km. Z racji uszykowania polskiego wojska i innych działań uważam, że bitwa powinna nosić nazwę bitwy ,,pod Chebdziem”. Przecież gros walk zostało stoczone przy tej wsi. Nie mówiąc już o akcji odwrotowej kiedy to również przez Chebdzie wycofywano wszystkie formacje wojskowe. Ponadto kawaleria osłaniająca odwrót toczyła walki po wschodniej stronie tej miejscowości. Długość pola bitwy na linii Goleniowy – Chebdzie wynosi ok. 5 km., szerokość Moskorzew –Wywła około 4 km. Na wale do wapienia kredowego jest bardzo płytko, od 0,5 do 1 m dlatego też nie można było wybudować umocnień.

Front wojsk polskich sięgał od drogi Chebdzie-Moskorzew do lasku między Wywłą a Rawką półkoliście bez rezerwy w trzech rzutach w poprzek grzbietu. Prawe skrzydło osłaniała kawaleria, lewe było oparte o mały lasek obsadzony strzelcami Biegańskiego i silną , 6-działową baterią 3-funtową. Pierwszy rzut rozciągał się na odległości około 2 km, każdy następny był mniejszy. Oto ich hipotetyczne uszykowanie : w pierwszym i drugim rzucie stały przeważnie wojska regularne, w trzecim kosynierzy i pikinierzy. Artyleria była rozrzucona po całym froncie. W odstępach pomiędzy oddziałami po 3 działa. Na lewym skrzydle przy lasku stał Regiment Grenadierów Krakowskich Krzyckiego ( wśród nich Wojciech Bartos) i kosynierów sandomierskich. Uszykowane wojska stały za zasłoną tyraliery z batalionu 4 regimentu pieszego z 2 działami we wsi Wywła i batalionu regimentu pieszego z Przybyszowa. Lewym skrzydłem piechoty i wzmocnieniami dowodził gen. Adam Poniński. Środkiem uszykowania, a prawym skrzydłem piechoty dowodził gen. Jan Grochowski. Prawym skrzydłem frontu, gdzie skomasowana była kawaleria dowodził gen. ks. Eustachy Sanguszko.

Według ustaleń siły polskie liczyły 16 batalionów, 47 szwadronów oraz 33 działa, razem ponad 15 tys. żołnierzy z tym, że stosunek wojsk regularnych do nowego zaciągu 3:2.

Wojska pruskie liczyły 18 batalionów, 27 szwadronów i 64 działa, w tym doskonała artyleria konna dużego wagomirau; łącznie 18 447 żołnierzy. Mniej dokładnie można ustalić siłę wojsk rosyjskich; 13,5 batalionu, 34 szwadrony, 70 dział, w sumie ok. 9 tys. żołnierzy. Połączone siły prusko-rosyjskie liczyły ponad 27 tys. żołnierzy i 134 działa, Polacy dysponowali siłą około 15 tys. wojska i 33 działami.

W nocy w kwaterze króla pruskiego dokonano uzgodnień odnośnie uszykowania i styku wojsk Główne założenie opierało się na wykorzystaniu miażdżącej przewagi artylerii. Prawe skrzydło frontu sprzymierzonych należało do Prusaków, lewe do Rosjan. Styk obu armii miał przypaść w miejscowości Przybyszów . Wojskiem rosyjskim dowodził gen. Fiodor Denisow, oddziały były uszykowane w dwa rzędy. Na pierwszym skrzydle stały wojska dowodzone przez gen. Alieksieja Chruszczowa w pierwszym rzędzie na styku Prusakami 10 szwadronów kawalerii i 2 bataliony piechoty, w drugim 4 szwadrony i 2 bataliony. Środkiem uszykowania dowodził płk. Fiodor Apraskin , gdzie w pierwszym rzędzie stały 2 kompanie grenadierów, dalej 3 bataliony piechoty, w drugim rzędzie 2 bataliony piechoty . Lewym skrzydłem dowodził gen. Nikołaj Rachmanow, gdzie w pierwszym rzędzie stały 2 bataliony piechoty , a dalej do zakończenia skrzydła 14 szwadronów kawalerii, w drugim rzędzie 6 szwadronów. Front liczący 6 kilometrów długości był gęsto obsadzony przez artylerię. Za Przybyszowem ustawiono 14 szwadronów w odwodzie.

Po przybyciu Prusaków połączone wojsko ok. 9.00 6 czerwca zaczęły maszerować na stanowiska i tworzyć szyk bojowy, który w różnych miejscach trwał do południa. Dzień był pogodny i upalny. Około 10.00 kozacy ( za którymi miała iść artyleria) ścierali się na prawym polskim skrzydle z kawalerią Sanguszki. Przy zajmowaniu stanowisk piechota miała być osłaniania przez konnicę. Tymczasem rosyjscy generałowie postanowili przedefilować przed głównodowodzącym Fryderykiem Wilhelmem II. Przy zajmowaniu stanowisk przez piechotę i defiladzie kawalerii nastąpiło zamieszanie, w wyniku którego piechota Chruszczowa zamiast na lewo od Przybyszowa stanęła na prawo, przez co zajęła miejsce Prusakom. Zanim oddziały zajęły właściwe pozycje minęło dużo czasu, Rosjanie stanęli ok. 400m. za Prusakami uszykowanymi do bitwy w dwa rzuty i stanowili prawe skrzydło aliantów.

Przed głównym szykiem szła awangarda pod dowództwem gen. Karola von Elsnera. Składała się z 3 batalionów fizylierów, którymi dowodził ppłk. Friedrich Oswald, 4 szwadronów huzarów pod mjr Platerem, pół baterii artylerii konnej tzn. 4 działa 6 funtowe. Awangarda szła prawym skrzydłem. Podobnie jak wojska rosyjskie na lewym tak wojska pruskie na prawym skrzydle ustawione były w dwa rzuty. Prawym skrzydłem pierwszego rzutu dowodził Friedrich Klinkowstrom. Od prawego do lewego skrzydła stało pół baterii konnej , 10 szwadronów huzarów, ciężka bateria 6 funt. polowa gen. Fabera, 9 batalionów piechoty z batalionem grenadierów. Lewym skrzydeł pierwszego rzutu dowodził gen. Franciszek Favrat. W drugim rzucie na prawym skrzydle stało 5 szwadronów pod dowództwem Ludwika Pruskiego, syna króla. Na lewym 6 batalionów piechoty, w tym 2 bataliony fizylierów pod dowództwem gen. Karola Pollitza. Front pruski wynosił 3 km długości . Razem front rosyjsko-pruski rozpościerał się na szerokości 9 km.

O godzinie 10.00 na rozkaz Fryderyka WilhelmaII wojska pruskie posunęły się do przodu w tym samym czasie gdy kozacy ścierali się z polską kawalerią . Generał Józef Wodzicki, który stał na lewym skrzydle rozpoznał że to oddziały pruskie, a nie rosyjskie rozpoczynają marsz, lecz nie zdążył o tym powiadomić Naczelnika. Prusacy rozpoczęli ostrzał artyleryjski i już czwarta wystrzelona kula zabiła generała Wodzickiego oraz jego adiutanta, kapitana Usielskiego.

Pruska awangarda wysunęła się na grzbiet panujący nad polem bitwy, na jego południowe ramię spędziła strzelców polskich i obsadę Przybyszowa bez wystrzału. Po dostrzeżeniu atakujących Prusaków generałowie Sanguszko i Poniński nalegali , aby w tej sytuacji Kościuszko odstąpił od walki. Naczelnik odmówił , być może ze względu na trudność manewrowania nowych oddziałów. Zajmujący pozycje Prusacy zorientowali się , że Rosjanie zajęli ich miejsce na lewym skrzydle, zamieszanie potęgował pożar Przybyszowa, który utrudniał obserwację i manewrowanie wojskiem. Polscy strzelcy cofnęli się w tym czasie do własnych sił głównych.

Atak głównych sił pruskich rozpoczął się o godz. 11.00 dwoma rzutami z 9 batalionami w pierwszym i 6 w drugim rzędzie z huzarami von Czettritza na prawym skrzydle przed Wywłą.

Najpierw fizylierzy awangardy zaatakowali Wywłę z pomocą 4 szwadronów huzarów ubezpieczających od strony grzbietu. Dowódca artylerii kpt. Pontanus dostał rozkaz pchnięcia do przodu trzech 6 funtowych dział konnych i ostrzelania wsi. Zanim ten rozkaz wykonano ostrzelano atakującą kawalerię polską . W tym samym czasie otwarli ogień Rosjanie , ostrzał był mało skuteczny, ale wywołał duże wrażenie na młodych żołnierzach polskich. Po godz. 12.00 fizylierzy wyparli Polaków z Wywły, co umożliwiło ich piechocie atak na lewe skrzydło polskie. Atak poprowadzono szykiem skośnym , prawe skrzydło było wysunięte daleko do przodu zagrażając obejściem polskiego lewego skrzydła. Artyleria wciąż prowadziła ogień torując drogę piechocie. Pontanus wysunął do przodu baterię z 12 dział 6-funtowych w kierunku wzgórza bliżej Polaków . W czasie tego manewru z powodu złej drogi i powolnego przemieszczania się artyleria polska ostrzelała ich kartaczami. Kiedy pruska artyleria zajęła pozycje polskie baterie wobec przewagi ogniowej przeciwnika musiały się wycofać . Prusacy zostali dodatkowo wzmocnieni ciężką baterią polową lejtnanta Fabera, powstało więc silne zgrupowanie artyleryjskie wzmocnione z obu stron 3 –funtową artylerią batalionową . Prowadzony ostrzał zmusił polską piechotę do cofnięcia się w ślad za artylerii.

 

 

Znajdujący się w centrum szyku polskiego kosynierzy uchodzili z 1 Regimentu Piechoty, co spowodowało powstanie luki pomiędzy batalionami. Gen. Grochowski wbiegł między uciekających w celu zawrócenia ich, lecz poległ od kuli armatniej. Powstało zamieszanie, gdyż w tym czasie rozeszła się wieść że zginął Naczelnik. Jednak ubito pod nim tylko konia. Fizylierzy po uprzednim zdobyciu Wywły atakowali strzelców polskich zasadzonych w lasku na lewym skrzydle. Sukcesy pruskie wynikały przede wszystkim z użycia zmasowanego ostrzału artyleryjskiego. W tym czasie polskie jednostki zajęły korzystniejsze pozycje wysuwając swoje baterie.

W ataku piechota pruska wyprzedziła swoją artylerię lewą stroną i zanim zostały obezwładnione dwie polskie baterie ostrzelały ich kartaczami. Atakujący grenadierzy von Kilkowstroma stracili ok. 200 zabitych i rannych ; zawrócili i zajęli pozycje za swoją artylerią.

Do przeciwnatarcia Naczelnik osobiście poprowadził 2 Regiment piechoty( którym po śmierci gen. Wodzickiego dowodził mjr Konstanty Lucke) razem z grenadierami krakowskimi płka Krzyckiego. Uderzył tymi siłami na osłaniający lewy bok artylerii pruskiej płk. von Schwerina, odrzucił go w tył i zdobył trzy 3-funtowe działa batalionowe. Artylerzyści pruscy rozpoczęli ucieczkę i z trudem udało się powstrzymać panikę w ich szeregach. Atakujący Polacy z 2 Regimentu Piechoty wyminęli z lewej , a kosynierzy z prawej strony pruską baterię. Polskie natarcie załamało się , gdy 12 dział oddało kilka salw kartaczami z boków i z tyłu. Zmusiło to 2 Regiment do porzucenia dział i odwrotu; działo się to po godz. 13.00.

Niepowodzenie polskiego natarcia spowodowało, że Naczelnik zaczął rozważać ewentualność wycofania się celem uratowania wojsk przed klęską. Zaczął wycofywać oddziały piechoty i artylerii na lewym skrzydle. Kościuszko zauważył, że z powodu nieprawidłowego i opóźnionego wyruszenia frontu piechoty rosyjskiej lewe skrzydło pruskie zostało odsłonięte, bo Rosjanie pod Przybyszowem zostali ok. 400 m. w tyle.

W powstałą lukę król pruski rzucił bataliony z drugiego rzędu, ale Naczelnik już wydał rozkaz: polska piechota mimo ognia karabinowego uderzyła w odsłonięty bok frontu pruskiego. Całe lewe skrzydło zaczęło się chwiać i cofać nie mając wzmocnienia w artylerii, która została ściągnięta na prawe skrzydło. Atak Polaków miał miejsce po godzinie 14.00 kiedy to na lewym skrzydle polskim zapadło już rozstrzygnięcie i Naczelnik oderwał wojska na tym odcinku frontu. Król pruski widząc załamujące się szyki piechoty posłał kilka szwadronów huzarów z pułku von Wurtemberga z prawego skrzydła, którzy zostali tam do wsparcia. Sytuację, jaka wytworzyła się na lewym skrzydle pruskim zauważył gen. Denisow i dla wsparcia pchnął 14 szwadronów rezerwowych. Dołączyli oni do kawalerii pruskiej i razem w sile ponad 20 szwadronów uderzyli na polską piechotę. Moment wzmocnienia tego odcinka dostrzegł Kościuszko i wycofał pierwszy rzut piechoty regularnej , a wysłał na pomoc kosynierów i pikinierów. Chłopi na co dzień obyci z końmi nie przestraszyli się masy kawalerii i zmusili nieprzyjaciela do odwrotu. Szarża ta miała miejsce ok. godz. 15.00. W tym czasie na lewym skrzydle trwała akcja odwrotowa , a na prawym trwały utarczki przedbitewne kawalerii. Z trudną sytuacją piechoty pruskiej na lewym skrzydle został zapoznany gen. Denisow, który nakazał natarcie wszystkich korpusów piechoty.

W tym czasie na prawym skrzydle kawaleria polska dowodzona przez gen. Eustachego Sanguszkę ruszyła do ataku na kawalerię rosyjską. Przypuszczalnie atak nastąpił po załamaniu się rosyjsko-pruskiego ataku na kosynierach. Naprzeciw polskiego prawego skrzydła stało 20 szwadronów kawalerii rosyjskiej, do których doszły pułki atamana Denisowa, których część zaczaiła się w lesie przylegającym do Chebdzia. Polacy zaatakowali.

Siły walczących były mniej więcej równe; szarżujący przeciwnicy spotkali się na płaskim terenie łąki pastwisk na północny zachód od Chebdzia. Walczące wojska wymieszały się tak, że nie mogły prowadzić normalnej walki. O szali zwycięstwa przeważyli kozacy, którzy z lasu uderzyli na tyły polskiej jazdy. Kawaleria wycofała się w kierunku Chebdzia na wycofującą się piechotę unosząc rannego gen. Madalińskiego. Walka kawalerii nie trwała długo i trwało to między godz. 15.30 a 16.00. Piechota polska przyjęła nieprzyjacielską kawalerię ogniem i zadała jej duże straty. Rosjanie wdarli się w szyki 1 Regimentu Piechoty im. Królowej Jadwigi , ale bataliony sformowały czworoboki i przywitały jazdę ogniem. Polska artyleria ostrzelała jazdę rosyjską, rażąc przy okazji własne oddziały. Kawaleria rosyjska znów uderzyła na 1 Regiment. Pułk wycofał się zostawiając rannych i dwa sztandary. Podobny los spotkał 6 Regiment Piechoty i 3 Regiment Piechoty osamotniony na prawym skrzydle, działo się to pomiędzy 15.00 a 16.00. Kościuszko widząc zagrożenie obejścia lewego skrzydła, miażdżąca przewagę ognia artylerii nieprzyjaciela i skutki ostrzału zdecydował o odwrocie. Zaczął wycofywanie wojska od lewego, najbardziej zagrożonego skrzydła .Wycofywanie wojsk polskich przerwała na jakiś czas szarsza rosyjsko-pruskiej kawalerii na polskie centrum. Po odparciu ataku przez kosynierów wycofywano się nadal, zajęto jeszcze dwie pozycje obronne na wschodniej części grzbietu w walce z Prusakami. Około godz. 16.00 w odległości ok. 1600 m. na zachód od Rawki prawym skrzydłem wysuwając się przed Chebdzie. Była to ostatnia już pozycja obronna, której zajmowanie osłaniało natarcie kosynierów na pruską baterię torującą ciągle drogę piechocie.

Przypuszczalnie był to regiment grenadierów krakowskich dowodzony przez płk. Krzyckiego i batalion grenadierów sandomierskich; razem ok. 2000 chłopów.

Zaatakowana bateria składała się z 12 dział 6-funtowych artylerii konnej i dwie baterie ciężkie nie nadążały i zostały w tyle. Piechota pruska stała 80 – 120 m z tyłu za baterią; kosynierzy szli w zwartych szeregach na wprost baterii, która wyrównała szeregi, zgromadziła cały zapas kartaczy , załadowała armaty i czekała , aż Polacy zbliżą się na ok. 500 m. Po otwarciu ognia Polacy podzielili się na dwa, cztery a następnie osiem oddziałów . Cztery oddziały idące z lewej strony ogniem kartaczowym zostały zmuszone do odwrotu. Cztery pozostałe oddziały posuwające się na prawo zamierzały uderzyć od lewej strony na bok baterii. Piechota pruska stojąca za baterią otwarła ogień, ale kosynierzy nie dali się zatrzymać. Pruską artylerię uratowała interwencja ppłk. Von Chlebowskiego, który pojawił się z 3 działami 3-funtowymi otwierając z 50 m. ogień do kosynierów z boku. Pokonani kosynierzy wycofali się będąc atakowanymi przez 5 szwadronów dragonów dowodzonych przez ks. Ludwika Pruskiego. Piechota polska zajęła ostatnią pozycję obronną , utworzony front ciągnął się z północy na południe. Lewe skrzydło tego frontu już uległo atakom huzarów pruskich von Czettritza, który dotarł do drogi Wywła- Rawka. Fizylierzy awangardy wyparli strzelców z lasku, którzy sami zajęli. Huzarzy z dragonami Biebersteina wzmagali zamieszanie w szeregach polskich. W tym czasie piechota rosyjska zrównała front z pruską , linia tego frontu była długa i jednolita, nastąpiło zdecydowane natarcie. Po godz. 16.00 bitwa była rozstrzygnięta.

Kościuszko musiał podjąć działania zmierzające do tego, aby porażka nie zamieniła się w druzgocąca klęskę. Widząc znaczącą przewagę liczebną nieprzyjaciela i jej skoordynowanie zarządził całkowity odwrót. Część piechoty z artylerią cofnęła się na Rawkę i Słupię, część od Chebdzia przez las na Chlewice, Oksę dalej na Małogoszcz.

Między Chebdziem i Rawką pod lasem Brygada Kawalerii Narodowej Madalińskiego i 5 pułk pod dowództwem gen. Sanguszki i Kamieńskiego osłaniała ten kierunek wycofywania się.

Zatrzymano pościg nieprzyjacielskiej kawalerii stwarzając tym samym możliwość ucieczki dla innych oddziałów. W niektórych polskich oddziałach z powody braku doświadczonych oficerów wybuchła panika. Uszedł z pola 1 batalion 3 Regimentu Piechoty Czapskiego, część kawalerii z lewego skrzydła oraz część kosynierów ze świeżego zaciągu. Przed ściganiem uchodzących z pola bitwy i całkowitym rozprawieniem się z nimi zapobiegła przede wszystkim kawaleria Sanguszki. Sam Kościuszko został między tymi kawalerzystami i po raz drugi został ranny pociskiem działowym. Dowództwo wymknęło mu się spod kontroli, ale starzy, doświadczeni dowódcy, których odczuwało się brak, na własną rękę starali się opanować odwrót. Organizowali wycofywanie się, wygaszając powstałą panikę.Gen Sanguszko opisał, że Naczelnik załamał się chwilowo psychicznie i szukał śmieci wśród kawalerzystów tylnej straży pod Chebdziem.

Bitwa dla wojsk rosyjsko-pruskich była jednak ciężka ; ich wojska zostały rozproszone w czasie walk i częściowo wymieszane. Kawaleria z rosyjskiego lewego skrzydła po ataku na polską kawalerię wycofała się z placu boju w celu ponownego uszykowania się. Również kawaleria pruska i rosyjskie szwadrony odwodowe poniosły straty w ataku na polskie centrum, wycofały się aż pod Przybyszów. Szczególnie zmęczeni byli Prusacy, którzy stanęli do bitwy po całonocnym marszu. Pozostałe szwadrony między Chebdziem a Rawką wyszukiwały niedobitków, mało brakowało, a sam Naczelnik który ranny pozostał między polskimi kawalerzystami wpadłby w ich ręce.

Do prowadzenia pościgu za Polakami zorganizowano dopiero specjalną kolumnę, dowódcą której został gen. Denisow. Grupa ruszyła za częścią wojsk polskich, które wcześniej zeszły z pola i szły w kierunku Słupi. Oddziały te wciąż zachowywały gotowość bojową, ścigający dostali się w ogień artyleryjski , co zatrzymało ich pościg około godz. 18.00 pod Słupią.

Poza tym rosyjscy dowódcy nie zawsze we właściwy sposób wykonywali otrzymane polecenia, niekiedy wręcz lekceważyli rozkazy któla Prus.

Na polu bitwy pozostało ponad tysiąc zabitych i rannych Polaków oraz osiem dział( tak podał Naczelnik). Polacy walczyli dzielnie, ale przewaga w poszczególnych rodzajach broni, zwłaszcza w artylerii okazała się decydująca. Obaj polegli generałowie; Wodzicki i Grochowski ponieśli śmierć na skutek ostrzału artyleryjskiego, a sam Naczelnik został ranny.

Rzeczywiste straty w ludziach są trudne do ustalenia. Po stronie polskiej określa się od 1000 do 1544 zabitych i rannych oraz 500 jeńców. 346 rannych zostało zabranych z pola walki, wśród nich Bartosza Głowackiego. Prusacy i Rosjanie razem stracili ok. 1000 zabitych i rannych oraz jedno działo zagwożdżone. Sami Prusacy określili, że zginęło ich 87, a 479 było rannych. Straty Rosjan były stosunkowo nieznaczne.

Największe straty i decydujące ciosy zadała artyleria. Również polska artyleria na lewym skrzydle w czasie natarcia Prusaków w ciągu jednej minuty spowodowała stratę 200 ludzi. W tej bitwie zwyciężyła strona posiadająca lepszą i silniejszą artylerię . Nie bez powodu dowódca artylerii pruskiej kpt. Pontanus otrzymał najwyższy order bojowy Prus. T. Kościuszko wykazał się zręcznością dowodzenia , szybko reagował na zachodzące zmiany, wybierał w miarę optymalne rozwiązanie walki w określonych warunkach, a przegrał bitwę ze względu na nierówność sił. Uratował jednak armię.